Macierzyństwo Styl życia

Dziecko i pies

Mamy w domu psa – rozpuszczonego przez panią (czyt. mnie) do granic możliwości. Rasa shih-tzu, 5kg radości. Pies spędzał z nami każdą wolną chwilę. Jak pan nie widział to pani pozwalała leżeć w łóżku, drapała po brzuszku, czasem nawet pozwalała spać w sypialni itd… Aż tu nagle – ciąża! Jak to będzie? Jak pies się zachowa? Jak go przygotować?

Otóż…

Psa należy przygotować na dwóch płaszczyznach: weterynaryjnej i psychicznej 🙂

Weterynaryjna jest zdecydowanie łatwiejsza – odrobaczanie co 4 miesiące i pakiet sczepień „na wszystko”. Tak też zrobiliśmy. Dodatkowo pies został krótko obcięty, żeby jego włosy nie fruwały po całym domu.

Psychiczna? Hmm… z tym jest trochę trudniej. Zaczęliśmy już w ciąży – pies przestał spać w sypialni, jeżeli leżał na łóżku w ciągu dnia to tylko na wyznaczonej przestrzeni (np. kolorowy ręcznik). Był też czas dla psa przeznaczony na zabawę, ale w pewnym momencie drastycznie ucinany – na wypadek późniejszych miesięcy, jak np. dziecko zacznie płakać.

Nadszedł czas porodu – ktoś nam doradził, żeby psa wywieźć na kilka dni do rodziny. Przez chwilę się nawet nad tym zastanawiałam, ale doszłam do wniosku, że przecież ONA jest członkiem naszej rodziny i razem z nami musi się nauczyć nowej sytuacji. Zatem pani do szpitala, pan z psem w domu. Wychodzimy ze szpitala, wchodzimy do domu – pies nie widział mnie ponad tydzień więc na powitanie ostawia totalne szaleństwo. Witam się z nią radośnie, drapię za uszkiem. Dostrzega „coś” nowego w nosidełku – stawiamy więc nosidełko na podłodze i pozwalamy psu powąchać, z ekscytacji macha ogonem i najchętniej już by siedziała w nosidełku obok noworodka 🙂 Dajemy jej tetrową pieluszkę dziecka by się oswoiła z zapachem. Chodzi za nami krok w krok, skacze, cieszy się. Z każdą godziną jest coraz lepiej – postanowiliśmy nie odganiać psa, nie krzyczeć, nie próbować za wszelką cenę izolować jej od dziecka.

Po tygodniu wygląda to następująco – jak mała zapłacze, pies biegnie do jej łóżeczka i nasłuchuje. Jak płacze dłużej – przynosi jej swoją zabawkę 🙂 Pierwszy raz ogromnie mnie to rozczuliło 🙂 Problemem stały się tylko spacery – najchętniej nie wychodziłaby na nie wcale, a jak już wyjdzie to załatwia swoją potrzebę pod domem i chce wracać. Chyba czuje się w obowiązku pilnowania dziecka 🙂 Ale i nad tym popracujemy.

Najważniejsze, że nie szczeka, nie warczy, nie stwarza zagrożenia. Jak każde stworzenie musi dostać od nas swoją dzienną porcję miłości i zabawy. Jest dobrze 🙂

You Might Also Like

Brak komentarzy

Odpowiedz

+ 46 = 53