Macierzyństwo

Jak rozszerzyć dietę dziecka i nie zwariować?

Rozszerzanie diety to bardzo ważny moment dla dziecka i rodziców. W gąszczu informacji z mediów, sklepowych półek, od  innych mam możemy być nieco zagubieni. Nie wiemy co i kiedy, co i po czym, czego unikać, czym się martwić, czym nie, a producenci żywności dla maluszków najchętniej nakarmiliby je marchewką zaraz po narodzinach. Jednak fachowej wiedzy najlepiej szukać w aktualnych raportach WHO lub indywidualnie konsultować z pediatrą.

O tym jak podchodziłam do tematu przy pierwszym dziecku możecie poczytać TU.  Oszalałam wtedy totalnie na punkcie jedzenia dla Wiki. Ważyłam, zapisywałam, prowadziłam tabelki itd. Nie uważam, że to było złe – z perspektywy czasu może trochę śmieszne. Dla doświadczonych mam, które obserwowały mnie wtedy – pewnie dziwne i niepotrzebne. Ale dawało mi to poczucie jednej ważnej sprawy – kontroli i bezpieczeństwa. Zatem jeżeli jesteś podobnym egzemplarzem do mnie to polecam zapisywanie, obserwowanie – będziesz dzięki temu spać spokojniej.

 

 

Przez te 2 lata trochę się jednak zmieniło. Wiki jest dzieckiem, które jada wszystko: lubi owoce, warzywa, mięso, ryby… Nie mam z nią większego problemu. Przyzwyczaiła się do picia wody, soków tłoczonych, herbaty czy kakao bez cukru. Natomiast jak każde dziecko uwielbia czekoladę 🙂 Tutaj sprawy nie ułatwia rodzina i inni goście, którzy nas odwiedzają, ale i nad tym staramy się panować – znamy zasady, znamy zamienniki, znamy też „dni rozpusty” i np. w miniony weekend spędzałyśmy sobotę w stylu „mama i córka”, więc zabrałam ją do kina w potem na lody, frytki i wszyscy żyją 🙂

Pamiętacie zapewne, ze w domu mam jeszcze drugą córkę – Neli kończy dzisiaj 8 miesięcy, więc od kilku tygodni temat rozszerzania diety zgłębiamy na nowo. Niby zagadnienie jest nam znane, ale jednak mam pewne wątpliwości, a moje podejście różni się od tego sprzed dwóch lat. Np. w warzywa BIO przestałam wierzyć i podwójnie za to płacić. Marchew od pani na ryneczku nie robi już na mnie wrażenia, bo tak naprawdę to ja nie wiem czy ona ją samodzielnie siała i naprawdę grama nawozu nie dodała, czy może kupiła na giełdzie rolnej i teraz sprzedaje. Kupowałam od takiej jednej „wiejskie jajka” ze zmytym kodem 😉 Poza tym nawet jak sama siała tę marchewkę, to skąd ja mam wiedzieć jak siał jej sąsiad na polu na wzgórzu i co tam z tego pola z deszczem spływa? 🙂 Jedyne BIO w które wierzę, to takie od moich rodziców – ale na to też składają się dwa aspekty… Po pierwsze, bo im ufam i widzę jak te ich marcheweczki rosną i jak są pielęgnowane, a po drugie – bo oni właśnie mieszkają na wzgórzu. Zresztą, nie dajmy się zwariować! Inna ważna sprawa dotycząca warzyw i owoców – niestety aktualnie są one zupełnie bez smaku… Wybieram więc te mrożone i czekam na pachnące słońcem pomidory, ziemniaki od wujka, maliny od taty. W ogóle odchodząc trochę od tematu – bardzo czekam na słońce!

 

 

 

 

Metod karmienia też mamy kilka – możemy rozszerzać dietę dziecka metodą BLW – tu odsyłam do skarbnicy wiedzy w tym temacie. Możemy gotować zupki-papki, możemy kupować słoiczki. Możemy też mieszać te wszystkie metody – wszystko jest dla ludzi. Przy Wiki na początku stawiałam głównie na słoiczki z pojedynczymi smakami, potem gotowałam zupki, a kawałków w rączce malucha zwyczajnie się bałam. Teraz mieszam 🙂 Jednego dnia gotuję zupkę, drugiego kupuję słoik, a trzeciego daję brokuła w łapkę 🙂

Natomiast bez względu na to w jaki sposób karmimy malucha, musimy pamiętać o kilku ważnych sprawach dot. rozszerzania diety:

  • zaleca się rozszerzanie diety malucha po szóstym miesiącu życia – niektórzy próbują wcześniej, ale zalecenia są jasne i nie będę tego tu tłumaczyć.
  • pamiętaj o wygodnym miejscu dla dziecka – chodzi o to by dziecko „siedziało” w stabilnej pozycji. Maluch w wieku sześciu miesięcy może, ale wcale nie musi siedzieć sam. Możemy go lekko podeprzeć, ale ważne jest to by ta pozycja była stabilna, dlatego karmienie dziecka na kolanie, na półleżąco itd nie jest zbyt dobrym pomysłem. Zainwestujmy w krzesełko, które będzie bezpieczne, funkcjonalne i dostosowane do potrzeb maluszka. O krzesełkach pisałam już TU, ale trochę słowa nie dotrzymałam…. 😉 Mianowicie obiecywałam wtedy, że Neli posadzę krzesełku Caretero – nic z tego! Caretero mieszka w kartonie, a dziewczyny toczą regularną walkę o Fini od Kinderkraft. Całe szczęście, że Neli je w krzesełku głównie w czasie, kiedy Wiki jest w żłobku, bo musiałabym kupić drugie… A tak serio to naprawdę jestem bardzo zadowolona z tego krzesła. na początku zakochałam się w jego designie, ale używamy go już kilka miesięcy i poza pasami, które wyjęłam do prania i włożyć nie umiem to nie mam zastrzeżeń 😉 A co do pasów właśnie, bo wiele z Was pisało że miałyście z nimi problem – wiem, że infolinia Kinderkraft udziela informacji jak je włożyć na nowo krok po kroku, a sama marka robi wszystko by problem rozwiązać. Czyt. muszę do nich wreszcie zadzwonić 😉

 

 

  • początkowe „posiłki” to czasem 1-2 łyżeczki, lub ssanie kawałka marchewki przez godzinę – nie martw się, że dziecko się nie naje… poznaje przecież smaki 🙂
  • kurs pierwszej pomocy – możliwe, że brzmi nieco strasznie, ale to bardzo ważna sprawa! Bo zastanów się – wiesz jak pomóc maluchowi, który się zadławił? Jeżeli kaszle, to prawdopodobnie sobie poradzi. Ale jeżeli będziesz go klepać po plecach metodą „na babcię”, to tylko mu zaszkodzisz i kawałek pokarmu zaklinuje się jeszcze bardziej. Wiesz co wtedy zrobić? Podpowiem, że umieścić dziecko bezpiecznie na swoich kolanach głową w dół, dbając o to by nie spadło i energicznie uderzać w plecy dłonią złożoną w łódeczkę. Powinna wtedy zadziałać grawitacja i kawałek jedzenia wypadnie. Ale serio, serio… zrób kurs! Wyślij też nianię, babcię, dziadka – fajnie sobie ugruntować tę wiedzę nawet dla samego siebie.
  • zaufaj dziecku – nijak się to ma do punktu wyżej, gdzie straszę momentem, w którym dziecko przestaje już kaszleć, ale jednak mimo wszystko mu zaufaj. W większości przypadków dzieciaki sobie świetnie radzą i bardziej niebezpieczny jest nasz strach niż zadławienie.
  • dziecko musi być gotowe – jeżeli nie jest zupełnie zainteresowane jedzeniem, wypluwa, odpycha to nic na siłę. Poczekaj tydzień, dwa i spróbuj jeszcze raz.
  • obserwuj dziecko po podaniu alergenów – jest wiele produktów które mogą powodować silne alergie (miód, kakao, mleko krowie, orzechy). Wiadomo, że podajemy je nieco później, ale mimo wszystko obserwujmy dziecko i pamiętajmy co podaliśmy, by móc jak najszybciej reagować w przypadku wystąpienia objawów alergii.
  • staraj się unikać soli i cukru – jeszcze się tego w życiu naje 😉
  • staraj się przyzwyczajać do zdrowych i dobrych nawyków – picie wody, wspólne posiłki przy stole, mycie rąk przed jedzeniem, posiłki bez telewizji… To drobne rzeczy, które będą procentować jeżeli zaczniemy naukę od pierwszych miesięcy.
  • sprecyzujcie w najbliższym otoczeniu Wasze zasady żywienia – potem będzie łatwiej 😉

 

 

A fajne gadżety? A pewnie, że są! 🙂

  • śliniaki jednorazowe! O mamoo jakie to jest wygodne! Zakładasz, używasz, wyrzucasz i tyle. Idealne w podróży, w restauracji.
  • śliniaki wielorazowe – tutaj rynek jest tak obszerny, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja wybrałam silikonowe, bo mogę je przetrzeć mokrą chusteczką, włożyć do zmywarki i nic się z nimi nie dzieje. Są czyste, nie odbarwiają się i nie zniekształcają. Próbowaliśmy już swoich sił z foliowymi, tekstylnymi, ale tylko silikonowe się u nas sprawdziły.
  • miseczki, łyżeczki itd – dla każdego coś pięknego! 🙂 W sklepach są miliony! Ważne by były bezpieczne dla dziecka, dostosowane do kontaktu z żywnością i łatwe w utrzymaniu czystości.
  • maty silikonowe – świetną sprawą są maty silikonowe EZPZ. Bardzo nie lubię jak moje dzieci jedzą „ze stołu” – a z takiej maty co już co innego 🙂 Są piękne, kolorowe, bezpieczne i bardzo praktyczne.

 

 

A jak u Was przebiegało rozszerzanie diety? Był to dla Was stresujący moment? Jaką metodą podawałyście pierwsze stałe pokarmy?

You Might Also Like

  • Odpowiedz Honorata 26 lutego 2018 at 22:04

    Ten etap już dawno za mną 😉

  • Odpowiedz Life by MARCELKA 26 lutego 2018 at 22:11

    my jesteśmy na etapie rozszerzania diety,
    kolorowe miseczki jeszcze nie są w użyciu,
    ale musimy zaopatrzyć się w takie krzesełko

  • Odpowiedz Olga 27 lutego 2018 at 19:52

    My własne na tym samym etapie jesteśmy. Rozszerzamy dietę od niedawna bo mały długi nie siedział i nie wykazywał zainteresowania. A teraz zarloczek z niego. Ma 9 miesięcy. Rozszerzamy słoiczkami albo kupuję bio warzywa od Pani która znam która ma zarejestrowane gospodarstwo ekologiczne.

    • Odpowiedz Mum's Life 2 marca 2018 at 15:47

      Chciałabym znać taką panią z warzywami z pewnego źródła 🙂

    Odpowiedz

    6 + 4 =

    Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies