Styl życia Uroda

Moje urodowe centrum dowodzenia

Do tytułu blogerki urodowej nie startuję  😉 Ale kosmetyki i dbanie o siebie jest nieodłącznym elementem mojego życia, więc postanowiłam podzielić się Wami listą tych produktów, których używam i do których lojalnie wracam kupując kolejne i kolejne i kolejne opakowania…

Lista jest krótka: 10 + bonus 🙂

Chciałam te produkty ułożyć w rankingu – od najlepszego do najgorszego, ale nie da się 🙂 To są absolutne perełki, każdy jest wyjątkowy w swojej kategorii, każdy ma inne zadanie.

 

Gotowe? No to lecimy! 🙂

Kremy VITA C Infusion od Mincer – na dzień „601” i noc „602”. Kupiłam ten zestaw kiedyś w jakiejś promocji w Rossmannie – wpadły mi w ręce i zostały ze mną na długo. Oba są super! Ten na dzień – lekki, szybko się wchłania, dobrze nawilża i sprawdza się pod makijażem. Ten na noc – chyba nawet lepszy: gęsta, bogata formuła, odżywienie, nawilżenie. Atutem też jest cena – w zależności od sklepu/ promocji itd możemy je kupić już za 20 zł. Aaaa kremy mają jedną wadę – posiadają nogi. Tak – nogi 🙂 Każdego wieczoru wędrują na półkę mojego męża i nie wracają 😉

 

 

Odżywka do włosów Poranna Rosa od duetu Wierzbicki&Schmidt. To jest produkt wyjątkowy z trzech powodów. Po pierwsze – miała to być lista produktów, do których wracam, a Poranna Rosa to moje pierwsze opakowanie, ale już teraz widzę, że preparat ma w sobie wszystko to, czego brakowało mi w innych podobnych. Po drugie – z reguły nie uznaję produktów „3 w 1”, „10 w 1”, o „20 w 1” już nawet nie wspominając… Zawsze myślałam, ze jak coś jest do wszystkiego, to jest raczej do niczego – ale Poranna Rosa robi z moimi włosami takie cuda, że nie wiedziałam że tak można. Używam jej zaraz po umyciu, na mokre włosy oraz każdego kolejnego dnia na suche włosy. Mokre – są gładkie, dobrze się rozczesują i są nawilżone. Suche – są błyszczące, gładkie i jedwabiste. No i pachną obłędnie! A trzeci powód wyjątkowości Porannej Rosy? Jest dość zabawny – kilka lat temu studiowałam z Tomkiem (właścicielem marki) i mało nie zemdlałam jak zobaczyłam potem w telewizji jego program i własną linię kosmetyków. Brawo Panowie – fajnie jak fajni ludzie spełniają swoje marzenia i robią to tak dobrze! 🙂

 

 

Serum rozświetlające od iossi. Kocham tę małą buteleczkę! Naprawdę 🙂 Używam rano przed nałożeniem makijażu – wymiennie z kremem Mincer, albo pod krem. Nadaje cerze ładnego blasku, napina, poprawia koloryt, a podkład dobrze się na nim rozprowadza. Pachnie owocami, latem i energią 🙂 W dodatku jest to produkt bardzo wydajny – na całą twarz wystarczą 3-4 krople. Re-we-la-cja!!!

Serum BotoLiftX od Mincer. Ja wiem, że to dla pań po 40stce, a ja jeszcze trochę czasu mam 😉 ale wolę zapobiegać, żeby bliżej magicznej czwórki nie wisiało mi tu i ówdzie 😉 Serum świetnie napina skórę, ale nie tworzy efektu ściągnięcia. Ma przystępną cenę, ładne, praktyczne opakowanie i w mojej opinii działa.

 

Maska Beautiful Morning od Yasumi. Mówiłam, że nie ma na tej liście faworytów i tych mniej lubianych? No dobra… trochę kłamałam 🙂 Maska Yasumi jest ze mną od wielu lat i chyba mogę powiedzieć, że jest moim absolutnym ulubieńcem! Ratowała mnie już w tylu sytuacjach, że trudno zliczyć! Przed każdym ważnym spotkaniem, zdjęciami, randką czy czymkolwiek gdzie chciałam wyglądać naprawdę dobrze, nakładałam tę maskę na noc. I za każdym razem rano nie dowierzałam. Poważnie – jest genialna! Nie wiem co ona w sobie, ma bo na składach średnio się znam, ale robi kawał dobrej roboty. Jak jej używam? Najprościej jak się da – wieczorem zmywam makijaż, oczyszczam twarz żelem do mycia, nakładam maskę i idę spać. Nie brudzi pościeli, szybko się wchłania, przepięknie pachnie i co ważne – nie zapycha! Rano moja twarz jest promienna, wypoczęta, gładka, nawilżona… i nie wiem co jeszcze 😉 Zatem jeżeli ktoś mnie zapyta jaki kosmetyk jest moim ulubieńcem dekady, to odpowiem, że maska Beautiful Morning Yasumi. Aaaa! ma jedną wadę – właśnie się skończyła 🙁

Balsam Slim Design Elancyl (brzuch). Kilka miesięcy temu zaczęłam ostrą walkę z moim ciałem. Tworzy się o tym obszerny „tekst-pamiętnik”, ale opublikuje go dopiero gdy dojdę do celu 🙂 Bywa różnie – kilka tygodni super, potem wpada jakaś ciocia z workiem czekolady dla Wiki i sami wiecie co jest dalej 😉 Potem znowu idę na trening, ale przytłoczona czekoladą nie mam siły. Wracam do domu zła i wyrzucam całą czekoladę do kosza. I od nowa – jestem pokłócona z czekoladą, trzymam dietę, ćwiczę do upadłego 😉 W całym tym zamieszanie najważniejsze jest jednak to, że moje ciało zaczyna się zmieniać, moje podejście zaczyna się zmieniać i moja skóra również…niestety. I tu trzeba działać! Największy problem miałam z brzuchem i to właśnie o niego muszę dbać najbardziej – spalać, ujędrniać itd. Szukałam czegoś, co pomoże mi zadbać o kondycję skóry na brzuchu i znalazłam. Zanim kupiłam serum Elancyl przeczytałam pół Internetu, męczyłam panie w drogeriach, męczyłam biuro obsługi klienta marki Elancyl. Wreszcie kupiłam, smaruję i naprawdę widzę efekty. Jak używam? Wieczorem robię porządny peeling brzucha, potem na zmianę ciepły i zimny prysznic (taki prysznic świetnie ujędrnia również biust!) i na koniec używam kremu Elancyl. Moja skóra jest inna – bardziej zbita, gładka i przyjemna w dotyku. Balsam szybko się wchłania, nie brudzi ubrań, ładnie pachnie. Zużyłam jedno opakowanie, kupiłam drugie i nie żałuję 🙂 Myślę też o pozostałych kosmetykach z tej serii – ktoś z Was używał?

 

Peeling do twarzy Stenders. Uwielbiam zapach róż – może dlatego na początku ten peeling przekonał mnie do siebie 😉 Dopiero potem pokochałam go za działanie. Delikatnie złuszcza, nawilża, przygotowuje cerę do kolejnych zabiegów. Jest bardzo wydajny i co najważniejsze nie podrażnia mojej twarzy – a z peelingami bywało różnie. Testowałam też inne kosmetyki z tej serii i wszystkie bardzo polubiłam.

Olejek ze słodkich migdałów od Loccitane. Nie wiem ile buteleczek po tym olejku mam już w domu… Uwielbiam ten zapach i uwielbiam moją skórę po kontakcie z tym olejkiem. Jest gładka, aksamitna, miękka i przepięknie pachnie. Używam tego olejku do ciała, do włosów, do twarzy, smaruję dłonie, używam do masażu. Smarowałam nim brzuch w obu ciążach. Jest wszechstronny i cudowny! Skóra nie jest po nim tłusta, ale przyjemnie nawilżona i bardzo miła w dotyku. Kupię kolejny, i kolejny i kolejny… 🙂

 

 

Suchy szampon od Batiste. Ile razy on mnie już uratował, to nie zliczę! Odświeża, dodaje objętości, ładnie pachnie, ratuje gdy goście dzwonią, że są w pobliżu 🙂 Ilości zużytych opakowań też chyba nie zliczę 😉 Bardzo lubię tę podstawową oryginalna wersję, ale jeszcze bardziej tę do włosów blond.

 

 

Peeling od iossi. Najbardziej lubię wersję z trawą cytrynową! Wiecie jak to pachnie? Jak cytrusowe cukierki 🙂 Dodaje energii, wspaniale złuszcza, natłuszcza, pozostawia na skórze przyjemny zapach. Skóra jest odżywiona, gładka i gotowa na kolejne przyjemności. Wiele peelingów stosowałam, ale ten naprawdę jest wyjątkowy – ale też nie każdy lubi takie porządne złuszczenie.  A co do natłuszczenia…. kiedyś postanowiłam sobie zrobić peeling stóp – moja twarz spotkała się z posłaniem psa 🙂 🙂

…i na koniec w bonusie – moje ukochane perfumy Chloe. Zużyłam już kilka flakoników, a szukając opisu zapachu do tekstu zobaczyłam świetną promocję, więc wysłałam link mężowi (Walentynki, Dzień Kobiet i te inne się zbliżają przecież!) 😉 Używam tych perfum od kilku lat i ciągle do nich wracam. Są bardzo eleganckie, zmysłowe, kobiece. Mają w sobie coś takiego intrygującego – na początku pachną inaczej, po kilku godzinach też inaczej. Przyciągają, zwracają uwagę – wiele razy ktoś pytał mnie czym pachnę  😉 Uwielbiam ten zapach! Kojarzy mi się z dobrym czasem w moim życiu, z dobrymi przeżyciami, wspomnieniami… Też macie tak z perfumami?

I chociaż wiem, że perfumy to kwestia bardzo indywidualna – polecam! Zresztą jak całą powyższą listę 🙂

 

P. S. Wiecie czego nie ma na mojej liście? Kremu pod oczy! Nadal szukam ideału 🙁 Może któraś z Was coś poleci?

You Might Also Like

13 komentarzy

  • Odpowiedz SmileyProject 31 stycznia 2018 at 08:12

    O perfumach Chloe słyszę od dawna. Musze się nimi w końcu zainteresować 🙂

    • Odpowiedz Mum's Life 31 stycznia 2018 at 14:09

      Koniecznie powąchaj jak tylko będzie okazja 😉

  • Odpowiedz Natalia Ewa 31 stycznia 2018 at 08:44

    Chyba jestem cofnięta w znajomości kosmetyków, a pieniądze wydaje na sprzęt foto i wyjazdy… Żart. Prawa taka, że faktycznie nie znam żadnego z powyższych, choć zaintrygowała mnie Poranna Rosa i chyba poczytam o niej więcej.

    • Odpowiedz Mum's Life 31 stycznia 2018 at 14:09

      Haha 🙂 za to ja się na zdjęciach totalnie nie znam 😉

  • Odpowiedz Paula 31 stycznia 2018 at 13:21

    Serum rozświetlające Iossi jest rewelacyjne, również jestem z niego bardzo zadowolona podobnie jak z krem nawilżającego Naffi. Perfumy Chloe jakoś do mnie nie przemawiają 🙂

    • Odpowiedz Mum's Life 31 stycznia 2018 at 14:08

      Naffi nie znam – sprawdzę 🙂 A Chloe jest specyficznym zapachem – za w sobie coś takiego co się kocha, lub wręcz przeciwnie 😉

  • Odpowiedz Anka 31 stycznia 2018 at 13:37

    Chloe cudowne ❤️ a jeśli chodzi o krem pod oczy, to polecam Avon Anew Clinical Lift&Firm. Wyprobowalam wiele kremów i ten jest najlepszy. Super nawilża, napina powieke i wygładza drobne zmarszczki. Mój nr 1❤️

    • Odpowiedz Mum's Life 31 stycznia 2018 at 14:07

      Ten krem chyba kiedyś miała moja mama… albo jeszcze ma? Muszę sprawdzić! 🙂

  • Odpowiedz Małgorzata 1 lutego 2018 at 20:57

    Jeny ile tego 🙂 Czasami używam szamponu suchego 🙂

  • Odpowiedz Sandra 5 lutego 2018 at 15:17

    Iossi jest naprawde dobre. Masz ciekawe propozycje. Kremu pod oczy nie doradze bo nie kupuje. Sama sobie robie

  • Odpowiedz Oliwia 5 lutego 2018 at 17:08

    Zastanawiałam się nad kosmetykami firmy Mincer 🙂

  • Odpowiedz

    52 + = 60