Macierzyństwo Styl życia

Najlepsza opieka dla dziecka to niania, żłobek, babcia czy mama?

Najlepsza opieka dla dziecka? Każdy rodzic chce taką zapewnić! Najmłodsza panna w naszej rodzinie skończyła rok! 🙂 Myślę, że na tym etapie życia dziecka prawie każdy rodzic staje przed trudnym wyborem i zadaje sobie pytanie „co dalej?”…

U nas padło na żłobek, ale zanim podjęliśmy tę decyzję sporo czasu minęło. Sytuację mieliśmy o tyle ułatwioną, że temat żłobka od dwóch lat przerabiamy z Wiki.

 

Zebrałam dla Was plusy i minusy które krążyły w mojej głowie przy okazji wyboru opieki dla naszych córek.

 

Niania

+ indywidualna opieka. Jedna niania + jedno dziecko = pełna koncentracja tylko na moim dziecku.

+ choroby – jest szansa, że dziecko nie będzie chorowało tak często, jak w żłobku

+ ułatwienie logistyczne – jeżeli niania będzie się opiekować dzieckiem w naszym domu, to jest to bardzo duży plus. Nie musimy rano budzić malucha, zawozić do żłobka, spieszyć się ze wszystkim – to niania przychodzi do nas.

+ możliwość kontroli – opiekunka jest z dzieckiem na Twoim terytorium, więc zanim się poznacie i w pełni sobie zaufacie możesz wcześniej wrócić z pracy, poprosić kogoś bliskiego, aby poobserwował jak niania zajmuje się dzieckiem na placu zabaw, jak do niego mówi, w jaki sposób się odnosi. Wiem, że pojawią się tu głosy dziewczyn, które profesjonalnie zajmują się dziećmi, wkładają w to całe serce, ale niestety nie wszystkie panie takie są – na moim osiedlu spotykam bardzo dużo niań z dziećmi moich sąsiadek i słyszę sposób mówienia: „sam idź do piaskownicy, ja po piachu chodzić nie będę” albo widzę jak niania pół dnia spędza na balkonie z papierosem…

+ moje zasady – to ja decyduję o tym co moje dziecko je, kiedy ma spać, kiedy iść na spacer i stosowanie takich zasad na pewno jest łatwiejsze niż w przypadku żłobka… lub babci 😉

– zaufanie… tego mi trochę brak niestety 🙁 chociaż wiem, że nie powinnam generalizować, to nasłuchałam się historii o nianiach i jakoś nie potrafię zaufać żadnej pani, żadna nie jest idealna i w każdej widzę jakieś wady. Myśl, że obca kobieta będzie sama w moim domu z moim dzieckiem niestety nadal mnie przeraża… Może nie trafiłam jeszcze na odpowiednią?

– dyskrecja – to, że pani niania będzie wiedziała wszystko o naszej rodzinie też mnie trochę przeraża. Chociaż z Instagrama wiecie też sporo 🙂 Mam taką nianię na osiedlu – chodzi z dziećmi, którymi się opiekuje na plac zabaw. Tam spotyka inną nianię i się zaczyna. „Jak ci twoi? Bo moi jadą na wakacje – na 2 tygodnie. Będę tam kwiaty podlewać. A teraz ich tata jest w delegacji, a ona sama w domu z dziećmi. Kasy mają jak lodu – że ona się nie boi, że ją ktoś napadnie” ???? Warto sobie z panią nianią wyznaczyć granice i zasady.

– brak  kontaktu z innymi dziećmi – pewnie niania będzie wychodzić z dzieckiem na plac zabaw, ale to nie to samo co stały kontakt z dziećmi, umiejętność zabawy w grupie itd. Chociaż to podobno i tak rozwija się dopiero w późniejszych latach.

– spory koszt – dobra niania nie jest tania 🙁 Panie, które jeszcze ewentualnie rozważałam zaczynały od stawki 2500 zł/ miesięcznie… Każdy powinien sobie to samodzielnie przekalkulować.

 

Żłobek

+ nawet jeżeli to żłobek prywatny, to i tak jest sporo tańszy od niani

+ stały kontakt z dziećmi – dzieci się obserwują, naśladują, wspólnie się bawią i uczą nowych rzeczy. Ilość piosenek, wierszyków które Wiki przynosi do domu jest naprawdę ogromna. Zajęcia plastyczne, kreatywność pań – bardzo jestem z tego zadowolona.

+ mam wrażenie (ale to tylko moje spostrzeżenia!), że moja córka w żłobku stała się bardziej otwarta, odważna, chętna do poznawania nowych rzeczy.

+ rytm dnia – żłobek go posiada. Jedzenie, drzemki, zabawy – wszystko o określonych porach. Przy tym zwyczaje z nimi związane – mycie rąk przed jedzeniem itd. Chociaż pewnie w domu też by się tego nauczyła 🙂

– choroby – niestety tego nie unikniemy 🙁 moja córka już po trzech dniach była chora… Przez 3 miesiące, kiedy wróciłam do pracy przed zajściem w drugą ciążę nie przepracowałam żadnego pełnego tygodnia! Współpracownicy się już śmiali, żeby spotkania ze mną czy zadania do zrealizowania wrzucać mi do środy, bo od czwartku wiadomo, że będę miała chore dziecko 🙂

– dużo dzieci, mało pań – niestety tutaj nikt nie poświęci dziecku 100% uwagi i na to nie mamy wpływu.

– nie wiemy na 100% co się w takim żłobku dzieje – w żłobku, do którego chodzi Wiki są kamery. Rodzic może w każdej chwili zobaczyć co tam się dzieje. Ale wiadomo, że nie wszystkie placówki posiadają takie ułatwienie… i co wtedy? Pozostaje obawa, czy ludzie którzy opiekują się naszym największym skarbem robią to dobrze. Czy poświęcają mu wystarczająco dużo uwagi, czy odpowiadają na potrzeby, czy potrafią ukoić płacz, czy nie chodzi z mokrą pieluchą itd…

– przyzwyczajenia pań i zwyczaje innych dzieci – zależy mi na tym, by moje dzieci ładnie i poprawnie mówiły. Natomiast Wiki przynosi czasem ze żłobka takie słowa, że nie mogę w to uwierzyć. No ale z drugiej strony pójdzie do przedszkola, szkoły i nie unikniemy tego. To naszą rolą jest ewentualne korygowanie i dbanie o poprawność.

 

Dziadkowie

+ miłość, ciepło, zaufanie, bezpieczeństwo – no bo kto się zajmie dzieckiem z większą czułością? Chyba tylko rodzice.

+ niższe koszty – nawet jeżeli postanowimy w jakiś sposób się z babcią/ dziadkiem rozliczać, chociażby za dojazdy itp, to na pewno jest to niższy koszt niż niania.

+ skupienie na dziecku – nawet jeżeli dziadkowie zajmują się dwójką dzieci, to na pewno są na tym bardziej skupieni, niż panie w żłobku, które mają pod opieką większą grupę.

+ spokój dziecka – maluch zna babcię/ dziadka, czuje się bezpiecznie, a to jest bardzo cenne!

+ spokój rodzica – no bo komu bardziej zaufasz? Dziadkom czy niani? Dla mnie odpowiedź jest jedna.

– pewnego rodzaju kłopot dla dziadków. Rodzice nam tego nie powiedzą, ale na pewno też chcą czasem odpocząć. Ze strony moich rodziców padła propozycja opieki nad Wiki, a potem Neli ale nie chcę się na to zgodzić. Po pierwsze dzieli nas 60 km – koszty dojazdu i czas. Po drugie wiem ile pracy i serca wkładają w każdorazową opiekę nad dziewczynkami – zawsze mają dla nich super obiadek, wymyślne przekąski i 200% energii. Po trzecie uważam, że mają prawo korzystać ze swojej zasłużonej emerytury i cieszyć się życiem… Chociaż jak twierdzą – ich największą radością są wnuki 😉 Tak czy inaczej – korzystamy z ich pomocy weekendowo, albo jednorazowo ale na stałe nie chcę ich obciążać.

– stan zdrowia dziadków – wiadomo, że może być różny. Musimy być pewni, że dziadkowie podołają i bieganie za wnukami nie odbije się na ich zdrowiu.

– przyzwyczajenia dziadków… To jest ciężki temat, ale nie da się ukryć, że jak ktoś żyje na świecie ponad 50 lat i wychował swoje dzieci, to jakieś przyzwyczajenia ma. Nie da się też ukryć, że wychowywanie dzieci 30 lat temu i teraz nieco się różni. I tu trzeba się zwyczajnie dogadać. Trochę to trwało zanim dotarliśmy się z jednymi i drugimi dziadkami, ale udało się. Każda rodzina ma jakieś swoje zwyczaje, swoje zasady dot. żywienia, nagród, oglądania telewizji itd. Uważam, że dla dobra dzieci, ich rozumienia zasad i spokoju w rodzinie powinniśmy sobie ustalić zasady z dziadkami. Wiadomo, że trzeba im pozwolić na odrobinę szaleństwa i rozpieszczenia (ja też byłam rozpieszczana przez moich dziadków i miło to wspominam!), ale to rodzice wychowują dziecko, żyją z dzieckiem, ponoszą konsekwencje decyzji i nie może być tak, że dziadkowie pozwalają na coś i karmią czymś, czego rodzice kategorycznie zabraniają.

Dlatego też oznaczyłam ten punkt w kategorii „minusów”, bo niania jest naszym „pracownikiem” i możemy jej zwrócić uwagę, poprosić o zmianę, a sami dobrze wiemy jak ciężko zwraca się uwagę naszym bliskim. A tak przy okazji – chcecie tekst o naszych zasadach i o tym jaką siłą są dziadkowie?

– nadopiekuńczość/ wyręczanie dziecka – tego też nie da się ukryć 🙂 Przykład? Wiki siedzi na krzesełku przy stole, bawi się jedzeniem, mimo iż nie pozwalam, coś jej spada…. „Baaaaaabciu! spadło mi ciastko!” Co robi babcia? Rzuca wszystko, biegnie na ratunek, wchodzi pod stół i podnosi. Co mówi mama? „Wikusiu, zejdź i podnieś”. No właśnie 🙂

– obciążenie psychiczne dla dziadków. Opieka nad dziećmi to ogromna odpowiedzialność! A nad wnukami – nawet podwójna. Pamiętacie nasze wakacje we dwoje? Dziewczynki były wtedy pod opieką dziadków. Kiedy je odbieraliśmy zapytałam czy są bardzo zmęczeni. Odpowiedzieli, że fizycznie nie, ale psychicznie tak – bo opieka nad wnukami to ciągłe napięcie, ciągły stres , ciągłe obawy czy nic się nie stanie. Widziałam, że odetchnęli jak dziewczynki machały im na pożegnanie 😉

– mamusia/ teściowa w moim domu… Jeżeli Twoja mama to taki egzemplarz jak moja, to wiesz o czym mówię. Perfekcyjna Pani Domu może się od niej uczyć 🙂 Zauważy każdy kurz, każdy brud. Niby nic nie powie, niby nie skrytykuje, bo wie że ciężko pracujemy i mamy w domu dzieci, ale wracam do domu, a okna umyte… 🙂  Nie wiem jak Ty, ale ja się źle czuję jeżeli wpuszczam do domu kogoś w chwili kiedy nie mam w nim porządku. Druga sprawa – kiedy proszę dziadków o opiekę nad dziećmi, to mam takie poczucie, że chcę ich ugościć. Zostawiam im obiad, piekę ciasto… mimo iż moi rodzice przyjeżdżają zawsze z lodówką turystyczną pełną zapasów 🙂

 

Mama… a może tata? 🙂 

+ czas spędzony z dzieckiem – to jest coś, czego nie możemy zatrzymać, co przemija bardzo szybko i warto korzystać z tego czasu, kiedy dzieci jeszcze chcą się do nas przytulać 😉

+ możliwość zajęcia się domem – będąc w domu z dzieckiem mamy czas na to, by zająć się domem. Wiem, że tu zaraz podniesiecie lament, że nie z każdym dzieckiem itd i że nie macie czasu na nic. Ale moje drogie… mama pracująca poza domem, musi wrócić z pracy i zrobić to samo.

+ kto zajmie się dzieckiem lepiej niż rodzic? Nikt! 🙂

+ nie ponosimy kosztów związanych ze żłobkiem, przedszkolem, nianią

+ jest szansa, że dziecko które nie chodzi do żłobka, nie będzie chorowało tak często jak żłobkowicz

– przerwa w karierze zawodowej. Tego nie da się uniknąć! Wypadłam z obiegu na 3 lata i czuję tę lukę. Ominęło mnie wiele możliwości dotyczących stanowiska, wynagrodzenia, nowych możliwości. Gdyby nie moja silna potrzeba samorozwoju i upór, to po tych trzech latach miałabym bardzo dużo do nadrobienia. No i nie oszukujmy się – szukanie pracy po trzech latach, to jak zaczynanie kariery zawodowej od nowa – wiele przez ten czas potrafi się zmienić. Piszę o trzech latach, bo dokładnie tyle spędziłam w domu – po roku może to wyglądać inaczej.

– chęć wyjścia do ludzi – nie wiem jak Ty, ale ja mam silną potrzebę bycia wśród dorosłych ludzi, rozmawiania o zawodowych sprawach, bycia w środowisku biznesu. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy tak ma i że są mamy, które spełniają się prowadząc dom, ale dla mnie  i dla mojej „wyjście do ludzi” było ważne.

– nawet najbardziej cierpliwa, kreatywna i zorganizowana mama może mieć czasem dość 🙂

– chęć i potrzeba zarabiania – można oczywiście pracować zawodowo w domu (pisałam o tym TU), ale nie oszukujmy się, że  nie każdy tak chce i może – wtedy niestety nie zarabiamy.

 

I na koniec!

Pamiętajcie proszę – to jest moja opinia, moje plusy, moje minusy.  Każda z nas ma inną sytuację rodzinną, zawodową, finansową i każda ma prawo wybrać dla swojego dziecka coś innego. Odkąd zostałam mamą, ciągle zderzam się z tym, że nasze społeczeństwo ma ogromny problem z pozwalaniem ludziom żyć po swojemu – każdy ma coś do powiedzenia, do wtrącenia, do skrytykowania. A o ile łatwiej by było gdybyśmy się skupiali na swoim życiu? Chcecie tekst o tym? Mam spooooro przemyśleń i przykładów 😉

You Might Also Like

Odpowiedz

+ 63 = 70

Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies