Podróżujemy

Szlakiem włoskiego wina…. z niemowlakiem!

Kocham Włochy miłością wielką! Moim marzeniem jest tam kiedyś zamieszkać – mieć własną winnicę, gaj oliwny i agroturystykę, gdzie będę rozpieszczać turystów włoskimi cudami. Póki co muszą wystarczyć mi podróże 🙂 To moja czwarta podróż do Italii, ale pierwsza z Wiki – chcecie wiedzieć jak było? W skrócie – cudownie! Ale zapraszam do poznania szczegółów…

Kiedy pierwszy raz pomyśleliśmy o wakacjach z Wiki przyszło nam do głowy polskie morze – ale tak szybko jak przyszło, tak szybko wyszło z mojej głowy. Lubię nasz Bałtyk, ale tylko na weekend i poza sezonem. W okresie wakacyjnym nie potrafię tam odpoczywać – denerwują mnie tłumy, parawany, „goooooootowana kukurydza”, zapach kebaba. I najważniejsze – tam wcale nie jest taniej niż w Italii! Padł więc pomysł – może polećmy gdzieś samolotem, wybierzmy opcję all inclusive i leniuchujmy…. nieeeeee! 🙂 W czasie ostatnich wakacji w Grecji z opcją ” z bransoletką” w okolicach piątego dnia już mnie roznosiła energia 🙂 Objechaliśmy całą wyspę Rodos, poznaliśmy każdy zakątek hotelowego basenu i wszystkie rodzaje wina z hotelowej restauracji – było miło, ale to nie do końca to czego szukamy. Alternatywą była podróż po Włoszech – kilka lat temu pojechaliśmy w taką podróż przez Włochy i Francję. Było cudownie – dużo wspomnień, pięknych miejsc, ale prawie każda noc w innych mieście i innym hotelu… jakoś z Wiki sobie tego nie wyobrażałam. Szukaliśmy złotego środka… Zaczęłam czytać, szukać – może Chorwacja, może jednak Grecja i samolot? Wertowaliśmy oferty biur podróży, apartamenty Casamundo, ale jakoś nic nie trafiało do naszych serc.

 

 

Pewnego dnia pojechaliśmy do znajomych i tak między grillem a deserem padł pomysł „a może Toskania?”… kilka dni kiełkowało to w naszych głowach, potem nabrało mocy prawnej i pojechaliśmy!

 

_DSC0297

 

Skład

Państwo N: ich dwoje + 3 miesięczny Staś + Mazda 6

Państwo G: nas dwoje + roczna Wiki + Skoda Octavia 3

P. S. ojcowie się zarzekają, że szykują porównanie samochodów na sąsiedniego bloga Państwa N, więc oczekujemy! 🙂 Tymczasem zapraszam do nich nowakituitam.pl

 

_DSC0544

 

_DSC0089

 

Podróż

Zapakowani jak na wojnę, wyruszyliśmy w niedzielę o 19 z perspektywą 1600 km przed sobą – „jedź nocą, to Wiki będzie spała” mówili…. taaa ;/ Zasnęła o 19, obudziła się o 21 i impreza. Szum samochodu, światła na autostradzie, TIRy… Przysypiała, coś ją budziło i tak do rana. Na szczęście nasze dziecko nie należy do płaczliwych i wybitnie marudzących, więc nawet w nocy śpiewała i tańczyła w foteliku 🙂 Nad ranem po 1300 km, dotarliśmy do miasteczka Sirmione nad Jeziorem Garda. Okolica przepiękna, malownicza, jedzenie pyszne i można już poczuć klimat Włoch. Po odpoczynku, wyprostowaniu nóg ruszyliśmy dalej – miejsce docelowe: okolice Sieny. Zostało nam 300 km.

Podróżując już po Toskanii na krótszych odcinkach Wiki była wzorem turystki – oglądała, śpiewała… więc ogólnie podróż z roczniakiem uważam za bardzo udaną, niezbyt męczącą i godną powtórki.

Z rzeczy bardzo praktycznych – mieliśmy ze sobą „krótkofalówki” czy jak to się tam specjalistycznie nazywa i to było genialne rozwiązanie. Jest to sposób na bardzo szybką komunikację jadąc np. w dwa samochody.

 

Zakwaterowanie

Mieszkaliśmy w miasteczku Torrita di Siena w agroturystyce Casa al Bosco casalbosco.it  – chodziło nam o to, żeby mieszkać w sercu Toskanii i mieć w miarę blisko wszędzie. Nie interesowały nas hotele – chcieliśmy poczuć klimat Włoch, pić kawę w oliwnym gaju i nie mieć wokół tłumu turystów. Udało się! Okolica przepiękna – gaj oliwny, basen, jacuzzi, cyprysowa alejka, poziomki, truskawki i nawet mini zoo. Właściciel przesympatyczny, chociaż nie potrafi powiedzieć ani słowa po angielsku 🙂 Ogólnie raj na ziemi i pierwszy raz po wakacjach miałam tak, że powiedziałam „nie wracam – tu chcę żyć”. Apartamenty w Casa al Bosco można rezerwować przez Polkę Danusię – o niej będzie więcej, bo dziewczyna skradła nasze serca…. i żołądki! Włosi mówią na nią Daiana – zatem kontakt do Daiany: tel. +39 338 4556044, E-mail: daiana@casalbosco.it.

Podróżując we dwie rodziny zdecydowaliśmy się na apartament Fienile – dwupoziomowy, z dwoma sypialniami, dwoma łazienkami, kuchnią, jadalnią i tarasem gdzie wieczorami objadaliśmy się prosciutto crudo i pecorino całość zapijając chianti. Takie „przestronne rozwiązanie” to świetna opcja, żeby się nie pozabijać żyjąc razem przez ponad tydzień – każdy ma swoją przestrzeń, dzieci nie budzą się wzajemnie. Przy dwóch łazienkach się nie upieraliśmy, ale jak się okazało fajnie, że były – doceniliśmy to szczególnie przy wieczornych kąpielach maluchów i porannym upiększaniu się mam 🙂 Miejsce przed domem/ taras to również opcja, która bardzo się sprawdziła – kiedy dzieci zasnęły mogliśmy się relaksować przed domem pozostawiając maluchy pod opieką elektronicznej niani.

 

Wyżywienie

Posiadając własną kuchnie zdecydowaliśmy się na opcję przygotowywania śniadań samodzielnie. Lokalne produkty, włoska kawa i tak byśmy mogli siedzieć pół dnia 🙂 Drugie śniadanie zjadaliśmy gdzieś w miejscu, które akurat zwiedzaliśmy. Potem espresso, cantuccini, gelato… Dalej obiad – pierwszego dnia zapomnieliśmy, że Włosi to naród, który lubi odpoczywać i w czasie sjesty zbyt wiele nie zjemy. Dopiero potem Danusia wytłumaczyła nam, że we Włoszech obiad zjemy około 12, bo od 13 do 16 Włosi odpoczywają 🙂 Ale kolejnego dnia byliśmy już mądrzejsi i szukaliśmy miejsc, gdzie siedzą i jedzą lokalni ludzie. Obiady przeważnie były obfite więc potem tylko gelato w biegu i kolacja znów w domu – naszym faworytem był świeży makaron na wiele sposobów. A wieczorami – wino, focaccia, oliwki, sery…raj na stole!

 

Zrzut ekranu 2016-06-20 o 11.50.05

 

Zwiedzanie

Szczęście wielkie nas spotkało, że nasi współtowarzysze podróży wyznają taką samą zasadę zwiedzania jak my – tzn. koneserami sztuki nie jesteśmy, więc muzea to tak średnio nas kręcą, najważniejsze zabytki fajnie zobaczyć, ale głównie chcemy odpocząć, dobrze zjeść, poznać winnice, spróbować wina, poczuć klimat, kulturę. Normalnie może byśmy jeszcze po zamkach i tarasach widokowych pobiegali, ale niestety na wszystkie nie dało się wjechać wózkami, a chustowo-nosidłowi też raczej nie jesteśmy. Wybraliśmy zatem kilka głównych punktów zwiedzania, analizując je potem ze wspomnianą już Danusią i dokładając takie mniej komercyjne polecane przez nią.

I tak zwiedziliśmy: Montalcino, Montepulciano, Florencję, Cortonę, Pienzę, San Gimingiano, Sienę oraz lokalne winnice, leśne termy, okolice Jeziora Trazymeńskiego, wzgórza i cyprysowe szlaki. Wszystko z dużą dozą spokoju – wstawaliśmy o której chcieliśmy, potem śniadanie, kawa, potem wyruszaliśmy na zwiedzanie. Urządziliśmy sobie też jeden dzień przy basenie w naszej agroturystyce i do pełni szczęścia brakowało nam jeszcze dwóch takich dni na miejscu i jednego na wybrzeżu, ale niestety z racji możliwości urlopowych czasu nie było. Wniosek jest jeden – trzeba tam jeszcze wrócić! 🙂

 

Zrzut ekranu 2016-06-20 o 11.50.37

 

Ekwipunek malucha

O tym będzie osobny post jak przystało na mamowego bloga 🙂 ale tak w skrócie na już dwie najważniejsze rzeczy:

Wózek – przed podróżą planowałam, że kupimy na wakacje wózek Greentom, albo jakiś inny z takich ładnych 🙂 Argumentowałam to mniejszymi rozmiarami (mniej miejsca w bagażniku), szybkością rozkładania. Mąż od początku pukał się w czoło 🙂 I całe szczęście, że czasu na ten durny pomysł mi zabrakło! 🙂 Umówmy się – Włochy to nic innego jak wysokie krawężniki, brukowe drogi i kamienne, nierówne chodniki. I nie wyobrażam sobie Wiki w tym pięknym Greentomie z małymi piankowymi kółeczkami, na tych chodnikach. I tak miałam wrażenie, że chwilami szczęka zębami w naszym pancernym Bebetto. Jeżeli już przy Bebetto jesteśmy – doceniłam ten wózek bardzo! Tak jak po zmianie z gondoli na spacerówkę przestał mi się podobać, bo wcześniej był piękny biało szary, a w opcji spacerówki jest zdecydowanie więcej czerni, tak jego funkcjonalność to zdecydowanie 5+. Duża torba pod wózkiem mieściła wszystko – wodę dla Wiki, wodę dla nas, jedzenie, ubrania na zmianę. Siatka „na plecach” spacerówki to dodatkowe miejsce na kocyk, czy zabawki. Fakt – zajmuje trochę miejsca w bagażniku, ale jest bardzo solidny i drugi raz też bym go kupiła. No i pierwszy raz zwiedzałam bez torebki/ plecaka – wszystko mieliśmy w wózku. Muszę przyznać, że to bardzo wygodne, chociaż niektórzy twierdzą, że też niebezpieczne rozwiązanie.

 

_DSC0054

 

_DSC0141

 

Zrzut ekranu 2016-06-20 o 11.50.47

 

_DSC0057

 

Zabawki – szczególnie te, którymi w domu się nie bawiła. W długiej podróży niektóre z nich stały się najlepszymi przyjaciółmi Wiki 🙂 20 godzin w samochodzie – nie oszukujmy się, nawet dorosły może być znudzony. Fanem tabletów z bajkami nie jesteśmy, więc zabrałam cały arsenał zabawek, który w domu schowałam do kartonu kilka dni wcześniej  – Wiki odkrywała je na nowo 🙂

 

IMG_6050

 

Co warto w Toskanii?

Na pewno zboczyć trochę ze szlaku – popytać mieszkańców o miejsca, gdzie turystów jest mniej. Poszukać na forach jakiś ukrytych perełek.

Jeść! I tu pora na naszą Danusię… Szukając noclegów trafiłam na jakąś polską stronę, gdzie autorka opisywała Casa al Bosco i wspominała o Pani Danusi, która się tym obiektem opiekuje i przygotowuje śniadania. Całość niestety trochę mijała się z prawdą, bo jak się później okazało – Danusia prowadzi inną agroturystykę, a Casa al Bosco tylko dogląda, natomiast śniadania przygotowuje jej siostra i to niestety nie w czerwcu, ale w okresie wakacyjnym. Trochę nas to rozczarowało, bo naczytaliśmy się internetowych zachwytów o Pani Danusi ale trudno. No i tak szykowaliśmy sobie te śniadania sami, z Bruno (właściciel agroturystyki) jakoś próbowaliśmy się dogadać, aż pewnego dnia przyjechała do nas młoda, wesoła dziewczyna – jak się okazało Danusia! 🙂 Opowiedziała nam trochę o Toskanii, doradził gdzie pojechać, co zobaczyć. Umówiliśmy się też na kolację w agroturystyce którą prowadzi… i żałujemy, że zrobiliśmy to dopiero 3 dni przed wyjazdem. Przywitała nas cudownymi przystawkami, po których nasze brzuchy już były pełne. Do tego rewelacyjne wino i oliwa własnej produkcji. Ale zdecydowanym hitem było danie główne – Bistecca alla fiorentina czyli nic innego jak przepyszny, soczysty kawał wołowego mięsa. Jakoś specjalnie mięsna nie jestem, ale na tym punkcie moje kubki smakowe oszalały. A gdyby tego było mało, następne w kolejne było Tiramisu…niebo! Prawdziwe niebo… Zakochani w kuchni Danki umówiliśmy się na kolejną kolację.

 

Zrzut ekranu 2016-06-20 o 11.50.25

 

Zrzut ekranu 2016-06-20 o 11.50.56

 

Wróciliśmy do naszej agroturystyki z pełnymi brzuchami, butelką wina i takim niedosytem historii Danusi. Ktoś z nas zaczął wpisywać różne frazy u wujka Google i okazało się, że Danusia w sieci jest bardzo słynna za pośrednictwem Magdy z bloga italiapozaszlakiem.blog.pl. Zaczęliśmy czytać, a moje oczy robiły się coraz bardziej mokre ze wzruszenia – taka tragedia, a taka pasja i miłość do życia. Skąd w tej dziewczynie tyle tego wszystkiego co takie smaczne i wesołe. Jeżeli o Danusi chcecie wiedzieć więcej to zapraszam tu: http://italiapozaszlakiem.blog.pl/w-toskanii-jest-wszystko-co-kocham/ , ale przede wszystkim zachęcam aby odwiedzić ją osobiście w jej świecie, czyli tu: ilgorgo.pl Gwarantuję, że wrócicie rozkochani w Toskanii i w Danusiowym jedzeniu. 

Kolejna kolacja również rozbudziła nasze poczucie smaku – poza przystawkami i cudnym deserem, Danusia zaserwowała nam tradycyjnie, ręcznie robione pici – przepyszny makaron z sosem ze świeżych pomidorów z dodatkiem mięsa mielonego, świeżych ziół i parmezanu. Nie muszę chyba mówić jak to smakowało??? 🙂

 

IMG_7607

 

IMG_7605

 

IMG_5884

 

Kiedy do Toskanii?

My pojechaliśmy w czerwcu, czyli jeszcze chwilę przed sezonem, bo po pierwsze jest sporo taniej, po drugie nie ma jeszcze tak wielu turystów. Chociaż patrząc na tłumy we Florencji, aż strach się bać co tam się dzieje w sierpniu. Kusi nas też Toskania we wrześniu – to właśnie wtedy są zbiory winogron, w którym można uczestniczyć. Rozpoczyna się produkcja wina, można to obserwować, próbować. Nie ma już takich upałów, jest też taniej i nie ma już aż takich tłumów.

 

Co przywieźć?

Z Włoch zawsze przywożę te same rzeczy – magnesy na lodówkę, kawę, oliwę, oliwkowe mydełka, sery, piękne kolorowe makarony i wino… duuuużo wina, które można tam kupić w naprawdę dobrych cenach.

 

Na co uważać?

Na Włochów w samochodach! 🙂 Włosi jeżdżą koszmarnie – bardzo nieostrożnie, brawurowo i bez wszelkich zasad. Kierunkowskazy, światła, zasady pierwszeństwa to nie dla nich niestety. Kilka razy widzieliśmy sytuację, gdzie ktoś bawił się telefonem, a kolanem trzymał kierownicę, albo przez kilkaset metrów jechał autostradą z lewym kierunkowskazem po czym przejechał trzy pasy… w prawo 🙂 Trzeba być bardzo czujnym i ostrożnym jeżdżąc po Włoszech.

 

Powrót 

Tu byliśmy już mądrzejsi i wyruszyliśmy w drogę nad ranem po przespanej nocy – i to faktycznie lepsze rozwiązanie. Kierowcy byli wypoczęci. Wiki początkowo patrzyła przez okno, bawiła się, a wieczorem zasnęła i spała aż do domu – wiedziała gdzie jest i nie było już problemu. Plusem było też to, że w nocy przełożyliśmy ją do łóżeczka w domu i wszyscy poszliśmy spać. Następnym razem na pewno pojedziemy w dzień.

 

Wnioski

Wniosek mam jeden ale prosty – najpóźniej za 20 lat będę tam miała swoją agroturystykę z winnicą, oliwnym gajem. Będę gotować moim gościom, częstować ich winem i cieszyć się życiem. Będę zapraszać przyjaciół, rodzinę i będę szczęśliwa. Póki co muszę kupić skarbonkę, bo posiadłość na sprzedaż w której się zakochałam kosztuje 10 mln euro 🙂

Ciao! 🙂

Chcesz wcześniej wiedzieć o nowych postach? Zapisz się do newslettera.

You Might Also Like

  • Odpowiedz Ania | PrimoCappuccino 20 czerwca 2016 at 21:29

    Ale cudna relacja! Zrobiło mi się tęskno za toskańską kuchnią jak tylko doszłam do Twojego opisu specjałów Danusi :)) Jako mama dwójki przedszkolaków i przeciwniczka tabletów, popieram zabranie dawno nie używanych zabawek, miałaś świetny pomysł, by je wcześniej schować. I bardzo Was podziwiam za podróż z takimi maluszkami – cudowny przykład, że jak się chce, wszystko da się zrobić, by podróżować 🙂

  • Odpowiedz

    67 + = 70

    Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies