Z dziećmi

W świecie mądrych i pożytecznych prezentów…

Wcześniej goście przychodzili do nas z butelką wina – odkąd mamy dziecko miejsce gronowych napojów, kochanych przez matkę miłością szczerą (nie – nie jestem alkoholiczką, tak wiem – wszyscy tak mówią) zajęły ciuszki, grzechotki, pieluchy… To zrozumiałe 🙂 Ale jak kupować mądrze? Jakim prezentem sprawiamy radość, a jakim wprawiamy w zakłopotanie?

To zależy kogo obdarowujemy – ja niestety (dla mojego dziecka – stety) jestem dość wymagającą mamą. Najbliższej rodzinie powiedziałam z czego się cieszymy, a czego nie lubimy i widzę, że uczą się rozumieć moje dziwactwa 🙂

Ale do rzeczy:

– ciuszki… to temat rzeka 🙂 Mam jednak zasadę – cieszę się z ciuszków wykonanych tylko w 100% z bawełny (innych Wiki nie nosi) i w odpowiednim rozmiarze – najlepiej odrobinę większym. Pamiętajmy, że dziecko, które ma 4 miesiące nie nosi już rozmiaru 50 – czasem wcale go nie nosiło 😉 Nie kupujmy też poliestrowych mieszanek, czy fikuśnych sukienek w których maluch nie może ruszać rączkami. Dlatego ciuszki są dość problematyczne i lepiej zastąpić je innymi upominkami. Jeżeli już jednak nie możemy się powstrzymać wchodząc do sklepu z dziecięcymi ciuszkami to najmniej ryzykujemy kupując bawełniane body, proste bluzeczki, spodenki, pajace do spania, skarpetki. I błagam – nie w rozmiarze na 4 lata idąc do noworodka 🙂 Przypuszczam, że większość mam tak jak ja – nie ma w domu hali magazynowej, a nawet jeżeli ma to za 4 lata zapomni o tym prezencie 😉 To już level wyżej, ale jeżeli chcemy sprawić radość to starajmy się nie kupować ciuszków z elementami, które uwierają, mają wielką kokardę na plecach, falbany pod szyją itd – uwierzcie mi: rozsądna mama nie założy tego swojemu dziecku, a nasz prezent nikogo nie ucieszy.

– pieluchy… niby prosta sprawa i zawsze się przyda, ale! Pamiętajmy o tym, że niemowlęca pupa jest dość wymagająca, a pieluszki mogą uczulać. Szykując wyprawkę dla Wiki kupiłam po jednej paczce pieluch z każdej firmy dostępnej na rynku i testowałam. I to było najmądrzejsze co mogłam zrobić, bo 80% pieluszek się nie sprawdziło. Od teraz kupujemy tylko pieluchy BabyDream, a w przypływie gotówki lub w dobrej promocji zielone Pampersy. Może zapytajmy jakich pieluszek używają, ci którzy zostaną obdarowani? A może kochają tetrę? 🙂

– chusteczki, kosmetyki – tu podobnie jak z pieluszkami. W tej kwestii jestem jeszcze bardziej wymagająca niż w kwestii ciuszków – staram się używać jak najmniej chemii, skrupulatnie czytam składy i buble wyrzucam. Więc może nie ryzykujmy? 🙂

– zabawki… ehh to jest dopiero kategoria 🙂 Wiadomo, że najłatwiej kupić misia czy lalkę, ale… Wiki ma 4 miesiące i uzbierała ich już cały kosz – naprawdę myślicie, że będzie się tym wszystkim bawić? Nie dość, że nie będzie, to w przyszłości nie doceni tego co ma. Pewnie wybierze tego najbrzydszego, ale ukochanego misia i on zostanie jej wiernym przyjacielem – a reszta? Będzie się kurzyć i denerwować ojca/ matkę. Weźmy też pod uwagę fakt, iż istnieją tak trudni rodzice jak ja, którzy zamierzają swojemu dziecku filtrować zabawki, wpływać nimi na jego rozwój/ wyobraźnię – i naprawdę nie będę zadowolona na widok wielkiego pluszowego dinozaura z plastikowymi pazurami ;/ Jeżeli znacie inne takie matki to uszanujcie je proszę 🙂 Zapewniam, że wtedy Wasze wizyty będą o wiele milej widziane 🙂 I nie obrażać mi się tu, bo nie ma o co!!!

Jeszcze jedna ważna kwestia – kupujmy zabawki bezpieczne! Są one odrobinę droższe, ale posiadają odpowiednie atesty – dziecko nie dostanie uczulenia od użytej farby czy plastiku, nie połknie elementu który odpadł, nie skaleczy się – to jest BARDZO ważne. Nie chcielibyśmy chyba, aby dziecko się rozchorowało, bo ssało chiński gryzak pokryty nie wiadomo czym – a i takie sytuacje się zdarzają.

Drugą ważną sprawą jest możliwość wyczyszczenia zabawki – kupujmy takie, które można wyprać, umyć itd. Maluch wkłada wszystko do buzi – nie chciałabym, aby wkładało do niej misia, którego nie da się wyprać bo np. ma watę w środku a wcześniej wisiał na straganie w Zakopanem i dotykały do miliony turystów.

– książeczki – tych nigdy za wiele! Ważne, żeby były dostosowane do wieku – dla malucha sztywne kartki, których nie zje, nie przetnie się… Dla starszaka coś, co go zainteresuje. Maluchy kochają książeczki kontrastowe, a starsze dzieci opowieści – książeczki często są opisane, dla kogo zostały stworzone – wystarczy sprawdzić 🙂

– słoiczki, słodycze – nie ryzykujmy! Każda mama ma swój sposób karmienia dziecka. Jeżeli nie wiemy czy dziecko jada słodycze to nie przychodźmy do niego z metrową czekoladą, bo niby jak ta mama ma potem wytłumaczyć np. 2-latkowi, że tej czekolady nie można zjeść „na raz” skoro babcia dała??? A wiesz, czy dziecko nie jest na coś uczulone? A jak jest, ale bardzo by chciało? Płacz i histeria murowane – o! tyle radości z prezentu.

– inne – np. kocyki? Kocyki, ręczniki to zawsze fajne prezenty i myślę, że nigdy ich za wiele w domu. Ważne jednak aby były bawełniane i dobrej jakości. Tak wiem – mam obsesję na punkcie tej bawełny, ale widzę co się dzieje z główką i włosami mojej córeczki kiedy położę ją na przepięknym poliestrowym kocyku – włosy mokre, wystarczy trochę zimna/ wiatru i choroba gotowa. Nie, nie przesadzam 🙂

– drogie, duże prezenty – maty edukacyjne, karuzele, bujaczki – to bardzo przydatne prezenty, które jednak sporo kosztują. Wybierając się np. na chrzciny, roczek możemy zapytać rodziców czy potrzebują takiego prezentu i np. złożyć się na niego z innym zaproszonym gościem. Będzie to na pewno lepsze rozwiązanie niż cztery jednakowe lalki, które świecą w ciemności 🙂

– biżuteria np. na chrzciny – błagam nie!! 🙁 Bardzo mi się nie podobają małe dziewczynki w kolczykach, ale to tylko moja opinia do której mam prawo) Jeżeli wiemy, że rodzice owego dziecka lubią i chcą coś takiego to kupujmy złoto, srebro i diamenty nawet z okazji narodzin 😉

To zrozumiałe, że kiedy pojawia się maleństwo w naszym otoczeniu to chcemy je obdarować prezentami. Szczególnie jeżeli jest to pierwsze dziecko w rodzinie – dziadkowie, wujkowie, ciocie szaleją, kupują i nie rozumieją braku euforii z naszej strony. Doskonale pamiętam, kiedy na świecie pojawiła się moja Bratanica – sama nie mogłam się powstrzymać przy regałach z sukienkami 🙂 teraz już wiem, że moje prezenty powinny być bardziej przemyślane. Może powinnam wtedy zapytać rodziców czego potrzebują? Może ofiarować im kartę podarunkową?

Pamiętajmy również, że nie chodzi o cenę – czasem tańszy prezent będzie bardziej udany niż ten drogi. Książeczka kontrastowa to koszt od 3 do 10 złotych. Silikonowy gryzak (z silikonu z atestem, a nie chińska produkcja w garażu!!!) to koszt około 10zł, kredki – 3-10zł… Naprawdę można tanio i z sensem 🙂

I żeby nie było – może trochę przesadzam, może się zafiksowałam, może zgrywam snobkę, może próbuję zamknąć moje dziecko w złotej klatce – ale jako mama mam do tego prawo. I jeszcze jedno – jak ktoś z okazji roczku przyjedzie do Wiki z chodzikiem, to obiecuję, że przez całą uroczystość będzie sam w nim siedział, a ja Wam wstawię zdjęcie na bloga 🙂

Chcesz wcześniej wiedzieć o nowych postach? Zapisz się do newslettera.

You Might Also Like

  • Odpowiedz mala-rzecz-a-cieszy.blogspot.com 25 września 2015 at 12:09

    Oj z tymi prezentami to faktycznie jest problem, dlatego ja mam listę podręczną i gdy ktoś pyta to konkretnie mówię czego używamy i co by nam się przydało dla maluszka!

  • Odpowiedz Agnieszka 25 września 2015 at 13:13

    U nas na szczęście rodzina pyta co kupić, gdy zbliża się okazja obdarowania Martynki prezentami 🙂 A jak nie pytają, to dają koperty z pieniędzmi (w tym prym wiodą prababcie, które się nie orientują w internetowych zakupach, a na spacery po sklepach z zabawkami w poszukiwaniu tej konkretnej nie mają sił). Aczkolwiek osobiście nie lubię prezentów w postaci pieniędzy, no może o ile w przypadku niemowlęcia jest to fajne bo można z uzbieranych coś większego kupić, tak 3-4 latka taki prezent nie ucieszy wcale.

  • Odpowiedz retro-moderna.blogspot 25 września 2015 at 22:05

    No tak z tymi prezentami bywa różnie. Te najbardziej bliskie osoby zazwyczaj pytają co ewentualnie potrzeba (my również tak robimy) a inni to działają na zasadzie własnego wyczucia. Doceniam każdy prezent, ktoś się w końcu starał, a mógł nie dać nic. Jedno czego nie lubię to obdarowywanie słodyczami dzieci, często tymi najbardziej nie zdrowymi, których sama unikam, bywa, że w dużej ilości, które dają osoby starsze. To taki nawyk z czasów komunizmu moim zdaniem, kiedy o słodkości było może i trudno. Mimo moich próśb słodycze są dawane, na przykład kiedy nie widzę… Starszy syn je ale w ograniczonej ilości. Natomiast córka (1,5 roku) jeszcze nigdy nie jadła typowych słodyczy z typu batony, czekolada, jedynie ciasto lub ciasteczka domowej roboty. Co wiele osób to dziwi.

  • Odpowiedz Patrycja 1 października 2015 at 12:32

    Zgadzam się z poprzedniczką i też mam produkty, które polecam jak znajomi pytają, co kupić dla małego. Nie ma co ukrywać faktu, że to jest oszczędność dla kieszeni mamy, która podwójnie się ucieszy z prezentu, który stosuje i wie, że dziecka nie uczula. Po urodzeniu maleństwa częstym prezentem była oliwka, przeróżnych firm, z których nie skorzystaliśmy (mama skorzystała,, co miała z tymi flaszkami zrobić? 🙂 ) bo od początku jesteśmy wierni produktom firmy emolium. Jeśli chodzi o pampersy to polecam zajrzeć do Netto, bardzo często są tam zielone pampersy w mega dobrej cenie:)
    Proszę o niekupowanie gryzaków dla prawie 10miesięcznego bobasa z 8 ząbkami! 🙂 (nasz ostatni „udany” prezent)
    Mama również z tego nie skorzysta. 😉

  • Odpowiedz

    + 34 = 39

    Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies