Macierzyństwo

Domowa apteczka, czyli sezon jesienny start!

No i stało się! 3 tygodnie żłobka i pierwsza infekcja… Niby nic poważnego, miałam nawet wrażenie, że pacjent jest symulantem, ale działać trzeba!

U Wiki zawsze zaczynało się od kataru a kończyło się zapaleniem oskrzeli, więc jak u którejś z dziewczyn zauważam katar, to działam ekspresowo po domowemu.

Domowa apteczka – co w niej mam, a czego unikam? Unikam specyfików na wszystko, witamin świecących w ciemności i syropów gwarantujących odporność 🙂

 

 

A co w niej mam? 

  • Witamina D – podaję dzieciom na stałe, a w okresie zimowym/ chorobowym szczególnie o to dbam.
  • Witamina C – kiedy dopada naszą rodzinę przeziębienie spożywamy ją w dużej ilości i szybko stawia nas na nogi.
  • Wapno – po pierwsze mam w domu alergików, więc bez wapna byłoby ciężko. A po drugie świetnie pomaga na sam katar (np. w przeziębieniu) obkurczając błony śluzowe nosa.
  • Paracetamol – mam zawsze! Dla dorosłych i dla dzieci. Pewnie każda mama, której dziecko miało gorączkę wie, że należy go w domu mieć… już raz w nocy szukałam 🙂 Ważne, by mieć w domu odpowiednie dawki i pamiętać o tym, że masa dziecka się zmienia i dawkę należy do niej dostosowywać.
  • Ibuprofen – wymiennie z paracetamolem i dodatkowo przeciwzapalnie. O tej masie i dawce pamiętamy również tu.
  • Elektrolity – przy wymiotach, biegunkach, osłabieniu, ryzyku odwodnienia.
  • Probiotyk – zarówno przy antybiotyku, jak i samej infekcji. Stosuję też kilka dni przed wakacjami i na samych wakacjach kiedy zmienia się nasze otoczenie, woda itd.
  • Coś na biegunkę?
  • Dentosept A Mini – używamy go całą rodziną: na afty dla dzieci i dorosłych, przy ząbkowaniu u Neli. Szybko działa, można go precyzyjnie nakładać i dzięki aplikatorowi zachowujemy higienę. Stosowałam kilka specyfików na ząbkowanie czy afty i zawsze wiązało się to z nakładaniem maści na bolące miejsce – denerwował
  • Coś na gardło?
  • Maść na stłuczenia
  • Woda morska do nosa
  • Sól fizjologiczna do inhalatora + inhalator, jeżeli Wasze dzieci chorują często. Moje starsze chorowało bardzo często, więc bez inhalatora nie ruszaliśmy się na żaden wyjazd z noclegiem.
  • Dobry, sprawny termometr.
  • Plastry, bandaże, kilka gazików, woda utleniona, Octenisept – pewnie został Wam po noworodku 🙂
  • Pałeczki z eozyną – świetny patent na drobne rany!
  • Maść majerankowa – pod nos w czasie kataru
  • Maś typu Depulol – z olejkami, ułatwiająca oddychanie.
  • Kompresy żelowe – takie które można chłodzić i ogrzewać wielokrotnie.

O czymś zapomniałam?

 

 

A z domowych sposobów?

  • Soki z malin mojej mamy – podobno ma magiczną moc 🙂
  • Sok z czarnego bzu – jeszcze bardziej magiczną! Zakładam, że chodzi o zawartość witaminy C.
  • Miód, czosnek, imbir – to chyba wszyscy znają
  • Syrop z cebuli na kaszel? Moja zmora z dzieciństwa, ale działa! 🙂 Kto zna?
  • Majeranek – nasze ulubione zioło antykatarowe! Znacie jego moc? Poza maścią majerankową do smarowania okolic nosa, robię też z majeranku napary. Opakowanie majeranku zalewam wrzątkiem i stawiam w pokoju na noc – pozwala oddychać w nocy, ale pamiętaj by miseczkę postawić w bezpiecznym miejscu, jeżeli dziecko wychodzi już samo z łóżeczka. Upewnij się też, ze Twoje dziecko nie jest uczulone na majeranek.
  • Olejek eukaliptusowy – używam do kąpieli w czasie choroby. Kilka kropelek wlewam do wanny pod strumień gorącej wody – najlepiej sprawdza się tu deszczownica! W łazience robi się „aromatyczna sauna”, co ułatwia oddychanie w czasie kataru.
  • Nawilżanie pomieszczenia – szczególnie przy katarze/ kaszlu.
  • Częste wietrzenie domu!
  • Spacery – jeżeli dziewczyny nie mają gorączki, a męczy je katar – spacerujemy. Łatwiej im się oddycha, błony śluzowe są lepiej nawilżone.

 

No i najważniejsze! 

  • Regularnie robię przegląd apteczki i zamawiam wszystkie braki w aptece internetowej. Jest taniej, wszystko w jednym miejscu i w myśl zasady #mamczasdlasiebie + dobrej organizacji nie tracę czasu i nie biegam po aptekach w panice, gdy coś złego się dzieje.
  • Trzymam leki w miejscu niedostępnym dla dzieci – wysoko w szafce, zamknięte w pudełku!
  • Sprawdzam regularnie terminy przydatności leków.
  • Trzymam się zasad – leki, które muszą być przechowywane w lodówce trzymam właśnie tam.
  • Mam tez taki patent – apteczkę mam posegregowaną i opisaną „dzieci”, „dorośli”. Na tej dla dzieci wisi też kartka z dawkowaniem najważniejszych leków – na wypadek gdyby działo się coś np. w czasie mojego wyjazdu, albo gdy dziadkowie zostają z dziewczynkami.

 

Powinnam tu chyba również zawszeć reklamową klauzulę „Przed użyciem skontaktuj się z lekarzem….” ale zakładam, że każdy z Was to robi i leczy swoje dzieci świadomie i rozsądnie.

 

I na koniec – myjmy ręce! Banał?! O myciu rąk pisałam już w tekście na temat odwiedzin po porodzie… Niby banał, a wiele osób ma nadal z tym problem. Ale tak – mycie rąk to podstawa i sposób na to, by jak najmniej korzystać z zawartości domowej apteczki, oraz by sobie bakterii nie dokładać w czasie choroby.

Koniecznie podzielcie się też Waszymi sposobami na jesienne przeziębienia!

You Might Also Like

  • Odpowiedz Sylwia 15 września 2018 at 21:48

    Mam małego żłobkowicza, od 7mca życia w żłobku – aktualnie dwulatek. Co do infekcji mieliśmy ich stosunkowo niewiele. Praktykuję zdrową profilaktykę, i mocno dbamy o florę bakteryjną jelit. Kiedyś nie byłam do końca świadoma ich wpływu na odporność, dopóki nie trafiłam na artykuł o probiotykach… i się zaczęło 😉 Ostatnio nawet wpadła mi w ręce świetna książka nawiązująca do tematu, o zapadającym w pamięć tytule – Człowiek na ba(k)terie. Takie małe kompendium wiedzy o tych ważnych bakteriach jelitowych.

    • Odpowiedz Mum's Life 16 września 2018 at 10:45

      Sylwia podziel się koniecznie sposobem na dbanie o florę – na co szczególnie zwracasz uwagę?

    Odpowiedz

    9 + 1 =

    Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies