Z brzuszkiem Z dziećmi

Rozszerzanie diety maluszka – jak to było u nas?

Wiki jest mlecznym łakomczuchem 🙂 Bardzo lubi „jeść” i może to robić często – w nocy nawet co godzinę 🙂

Ale przyszła pora na rozszerzenie jej mlecznego menu – zdecydowałam się na tradycyjną metodę „papkową”: warzywa, potem owoce, potem mixy, potem gluten, mięso, ryby, jajko, nabiał itd… Wszystko ostrożnie i z dużą dozą spokoju 🙂

Z pierwszy posiłkiem czekałam do szóstego miesiąca. Dlaczego tak? Czynników jest kilka:

– karmię piersią,

– z drugiej strony zauważałam niezwykłe zainteresowanie Wiki jedzeniem – wręcz pożerała mnie wzrokiem kiedy coś jadłam 🙂 śledziła widelec zbliżający się do moich ust z takim wyrzutem w oczach, że aż było to momentami śmieszne 🙂

– z rzeczy, na które nie poczekałam – Wiki jeszcze sama nie siedzi – tzn. siedzi u mnie na kolanach, w foteliku, podnosi głowę leżąc, ale sama nie siada – czytałam wiele publikacji mówiących o tym, że dziecko powinno już samo siadać kiedy wprowadzamy posiłki, ale nie zastosowałam się do nich… to fakt i może mój błąd.

 

Z rzeczy organizacyjnych?

– początkowo karmiłam Wiki w foteliku samochodowym – stawiałam go sobie na podłodze, albo na kanapie, siadałam wygodnie koło niej i rozpoczynałyśmy ceremonię 🙂

– potrzebne nam były: śliniaki, ręczniki papierowe, mała miseczka, łyżeczka – zaczęłam od plastikowej, takiej którą Wiki zna z wcześniejszego podawania witaminy C w kropelkach. Później zmieniłam łyżeczkę na większą plastikową, aż do metalowej.

– trzeba pamiętać, że początkowo należy wprowadzać pojedyncze produkty, żeby wyeliminować ewentualne alergeny – dopiero po kilku próbach danego składnika, jeżeli uznamy, że jest on tolerowany przez mały brzuszek, wprowadzamy kolejne a w efekcie możemy je mieszać.

 

Jakie rozwiązanie wybrałam?

– chciałam koniecznie gotować sama – warzywa z ogrodu rodziców, wszystko eko itd, ale! 🙂 szybko z tego zrezygnowałam – nie potrafiłam uzyskać takiej konsystencji jak słoiczki. Mimo przecierania, miksowania itd wciąż miałam jakieś grudki – zatem jako pierwsze posiłki (pojedyncze warzywa i owoce) wybrałam gotowe słoiczki – taki słoiczek starczał nam na 2 dni (lub kilka prób). Trzeba pamiętać, że nie wolno przechowywać słoiczka, którego zawartość miała kontakt ze śliną – czyli nie powinno się karmić dziecka łyżeczką bezpośrednio ze słoiczka, tylko czystą łyżką nabrać porcję na jeden posiłek, to podgrzać a resztę zamknąć w słoiczku i przechowywać w lodówce maksymalnie 2 dni.

– po pierwszym miesiącu próbowania „gotowych smaków” będę gotować sama – mięsko od rodziny ze wsi, warzywa z ogrodu rodziców i będzie pysznie 🙂 Zamierzam gotować większe ilości i jednorazowe porcyjki mrozić, albo zagotowywać w małych słoiczkach.

 

Ale do rzeczy! Jak to było u nas?

Dzień 1: zaczęliśmy od ziemniaczka 🙂 Czekałam na taki dzień, kiedy wszyscy będziemy w domu (chodziło głównie o tatę)i kiedy będziemy mieli dużo czasu 🙂 Padło na 11 listopada 🙂 Wczesnym popołudniem ugotowałam jednego dorodnego, wiejskiego ziemniaczka w wodzie bez soli, zmiażdżyłam widelcem, przetarłam przez sito, dolałam odrobinę wody aby całość była bardziej płynna. Postanowiliśmy to uwiecznić – tata ustawił kamerę i do dzieła! 🙂 Szybko stwierdziłam, że sielanka z reklam słoiczków dla dzieci to niezła ściema 😉 Wiki się krzywiła, nie wiedziała co zrobić z zawartością ust, kręciła językiem… No cóż – próba podjęta, zobaczymy jak będzie następnego dnia.

Dzień 2: znowu ziemniak 🙂 Nauczona doświadczeniem postanowiłam owego ziemniaka trochę bardziej rozrzedzić – dodałam więcej wody i uzyskałam niezbyt smaczną, ziemniaczaną breję – wcale się nie dziwię, że moje dziecko nie chciało tego jeść 🙂 Więcej ziemniaczanej papki wylądowało na śliniaku niż w buzi, ale cóż… początki bywają trudne 🙂

Zaczęłam się zastanawiać gdzie jest problem, prześledziłam strony internetowe, trochę poczytałam i zaczęłam się zastanawiać czy Wiki jest już gotowa na rozszerzanie diety – może to jeszcze za wcześnie? Stwierdziłam, że kolejnego dnia spróbuję z marchewką – jeżeli sytuacja się powtórzy, to poczekam jeszcze 2-3 tygodnie.

Dzień 3: marchewka! Tym razem nie gotowałam – kupiłam tubkę „Pierwsza łyżeczka” Bobovity. W konsystencji przypominała raczej mus, ale jak się później okazało – o to właśnie chodziło 🙂 Pierwsze dwie łyżeczki nie podeszły mojemu dziecku, ale z każdą kolejną było lepiej 🙂 Tego samego dnia podałam jej też słoiczek BabyDream BIO Młoda Marchewka – to był dopiero hit! 🙂 Jak skończyłyśmy to Wiki wyciągała rączki i szukała języczkiem po jeszcze trochę. Sukces! 🙂

Dzień 4: znowu marchewka – reszta z wczorajszego opakowania. Okazało się, że mam w domu marchewkowego smakosza 🙂

Dzień 5: dynia! Zdecydowałam się na słoiczek Gerber. Dynia okazała się kolejnym przysmakiem Wiki i za pierwszym razem z wielką ochotą zjadła pół słoiczka 🙂

Dzień 6: dynia – druga połowa słoiczka z nami 🙂

Dzień 7: przerwa – nie wynika to z żadnej zasady: zwyczajnie byłyśmy w rozjazdach 🙂

Dzień 8: groszek zielony. Wybrałam słoiczek BoboVita. Ani to nie wyglądało, ani nie smakowało 🙂 Ale w niczym nie przeszkadzało mojemu dziecku – jadła z ochotą.

Dzień 10: groszek zielony – j/w

Dzień 10: groszek zielony – j/w

Dzień 11: jabłuszko. Tym razem znowu padło na słoiczek BoboVita. Jabłuszko jej smakowało, ale myślałam, że słodki smak będzie zdecydowanym faworytem – tak nie było.

Dzień 12: jabłuszko. Pół słoiczka za nami 🙂

Dzień 13: jabłuszko – j/w

Dzień 14: banan. Kolejny słoiczek BoboVita – wiecie dlaczego? Stałam przy półce ze słoiczkami chyba z godzinę analizując składy – ręce mi opadały jak widziałam ilość cukru. Wybrałam zatem słoiczki bez cukru. Banan to zdecydowany faworyt! 🙂 Memu dziecku aż się uszy trzęsły z ekscytacji 🙂

Dzień 15: banan – j/w

Dzień 16: banan – j/w

Dzień 17: brokuły. To moje dziecko mnie zadziwia – brokułowy zapach rozniósł się w całym domu i raczej nie był przyjemny, ale Wiki totalnie to nie przeszkadzało. Pochłonęła pół słoiczka oblizując się i wyciągając rączki po jeszcze. Wybrałam słoiczek firmy Gerber.

Ten dzień był też przełomowy – dodałam kolejny posiłek „drugie śniadanie”. Od teraz Wiki zjada owoce około godziny 11, a potem około 14 obiadek. Na drugie śniadanie podaję jej jabłko+banan z Hipp – 100% owoców.

Dzień 18: brokuły + jabłko/ banan – j/w

Dzień 19: pierwsza zupka – marchew, groszek, ziemniak + z nowości kalafior + deserek jak wcześniej

Dzień 20: j/w

Dzień 21: Próba glutenowa – skonsultowałam się w tej sprawie z moją panią dietetyk i zaleciła mi sposób – 3g kaszy manny na 100g warzyw/ owoców. Tak też zrobiłam. Większą ilość kaszki ugotowałam na wodzie i wzięłam z tej porcji płaską, małą łyżeczkę – to około 3g 🙂 Zmieszałam z marchewką i ziemniaczkiem i podałam Wiki. Resztę zjadłam sama z konfiturą śliwkową 😉 Po kilku tygodniach dietetyk zaleca podwojenie porcji kaszki i jeżeli nie będzie się działo nic złego, to mogę ją już śmiało podawać. Wiem, że to bardzo ostrożna wersja wprowadzania glutenu i nie jest ona już tak popularna, bo jest wiele gotowych kaszek smakowych „pomagających wprowadzić gluten”, ale ja wybrałam akurat tę opcję.

 

Trzy tygodnie minęły – od tego momentu przestałam już szaleć z ostrożnością. Wiki poznała wiele pojedynczych smaków, które zaczęłam jej już mieszać oraz dodawać nowe. Np. do znanej wcześniej marchewki z ziemniakiem dodałam pasternak. Do jabłka z bananem dodałam  gruszkę. Wprowadziłam również śliwkę. Bawimy się nowościami, próbujemy a ja wreszcie zaczynam gotować sama. Za kilka dni Wiki spróbuje pierwszy raz mięsa – zacznę od indyka. Po dwóch tygodniach wprowadzę jej rybę. Następne będzie jajko – zgodnie z nowym schematem chcę je wprowadzić w całości, tzn. białko+żółtko w małej ilości w zupce. Dalej produkty mleczne. Chciałabym też pobawić się trochę w BLW – wprowadzić elementy, ale muszę zapytać lubońskiej guru BLW czy tak można i czy to jeszcze można nazwać BLW np. dając dziecku i papki i kawałki owoców do popróbowania 🙂 Zobaczymy jak nam pójdzie.

Póki co jestem bardzo dumna z mojej córki, że tak chętnie je i wszystko jej smakuje 🙂 Brawo Wiki! 🙂

 

Co wiem na pewno po tym miesiącu? Po przeczytaniu wielu artykułów i po godzinach spędzonych w sklepie na analizie składów?

– słoiczki będą obecne w naszym życiu, ale raczej jako opcja awaryjna/ wyjazdowa i nie zamierzam się przez to czuć gorszą czy wygodnicką matką, ale będę je mocno selekcjonować, bo np. skład: morela + cukier powaliła mnie na kolana…

– gotowe kaszki „o smaku truskawki” mnie nie przekonują i również to opcja wyjazdowa, kiedy nie mam możliwości ugotowania zwykłej, naturalnej kaszki i dodania prawdziwych owoców

– mam to szczęście, że moi rodzice mają ogród a w nim pyszne zdrowe owoce – zatem jogurty i serki będą z owocami a nie „o smaku…”

 

I taka refleksja na koniec – nie jestem jakąś szaloną fanatyczką eko, uwielbiam czekoladę, słodycze, do Maca też czasem pójdę, ale jedno mnie zastanawia – ostatnio w książeczce zdrowia dziecka zauważyłam reklamę Danonków z wielkim bijącym po oczach komunikatem, że są one rekomendowane i mają pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka… jak to jest się pytam? Czy z tą opinią to nie jest przypadkiem tak jak z Certyfikatem Rogali Marcińskich? Trzeba zapłacić żeby go dostać… Ktoś wie? 🙂 Bo jak tak, to ja dziękuję za taką pozytywną opinię….

Chcesz wcześniej wiedzieć o nowych postach? Zapisz się do newslettera.

You Might Also Like

  • Odpowiedz Update rozszerzania diety po dwóch miesiącach. | Mama w Poznaniu 11 stycznia 2016 at 13:52

    […] O początkach rozszerzania diety pisałam tu: http://www.mamawpoznaniu.pl/rozszerzanie-diety-maluszka-jak-to-bylo-u-nas/ […]

  • Odpowiedz

    8 + 2 =

    Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies