Z dziećmi

Mama wraca do pracy…

19 miesięcy w domu, spacery z dzieckiem, dni w piżamie, kawa w łóżku, poranki na placu zabaw… ale wszystko co dobre, szybko się kończy i mam za sobą pierwszy miesiąc po powrocie do pracy.

Jedno jest pewne –  przeżyłam 😉 Miałam pisać o tym, jak było, jak zostałam przyjęta itd, ale chyba bardziej dyplomatycznie będzie jak opowiem co w mojej głowie się zmieniło… 😉

Pierwszy dzień był ciężki – nie będę tego ukrywać. 3/4 myśli zajmowało dziecko – i mimo, iż Wiki była w żłobku już od ponad miesiąca to i tak myślałam co robi, czy wszystko ok i co zrobię jak zadzwonią ze żłobka, że coś się stało. Wróciłam do pracy po 19-stu miesiącach… w korporacji to całe wieki! Wszystko się zmieniło – ludzie, zwyczaje, Zarząd a nawet drukarki 😉 Po takim czasie człowiek czuje się jak w nowej pracy – żartowałam, że po tym czasie pamiętam gdzie jest toaleta, recepcja, ekspres z kawą i… wyjście, a to ważne! 🙂 Masz też świadomość, że przez te miesiące ktoś Cię przecież zastępował – to naturalne, że zastanawiasz się czy ta osoba była lepsza od Ciebie? Czy może bardziej się sprawdziła na tym stanowisku? Czy ludzie porównują Cię teraz do niej…

Poza otoczeniem, które się zmieniło, trochę inaczej zaczęłam też podchodzić do pracy. Inne rzeczy są dla mnie ważne. Jestem innym pracownikiem. Lepszym? Gorszym? Co uległo zmianie?

– jestem bardziej wydajna – rzeczy które kiedyś zajmowały mi więcej czasu, teraz robię ekspresowo. Przez te miesiące w domu chyba nauczyłam się jeszcze większej podzielności uwagi – układanie klocków, gotowanie obiadu, pisanie postów i rozmawianie przez telefon jednocześnie, uczą tego doskonale! 😉

– nie śpię już z telefonem służbowym przy łóżku i nie odpisuję wieczorem na maile – owszem czasem zdarza mi się odpisać, ale już nie w tak ekspresowym tempie jak wcześniej. Mój służbowy telefon ląduje w torebce po wyjściu z pracy i zostaje tam do następnego dnia. Nie odpisuję, nie wdaję się w dyskusję, nie zastanawiam się – rano w biurze zrobię to 3 razy szybciej, więc po co marnować rodzinny czas?

– zabieram do domu służbowy komputer na wypadek zdrowotnej awarii malucha… tzn. staram się 😉 bo w efekcie wygląda to tak, że potem mój mąż pędzi na sygnale do firmy.

– skupiam sie na tym co robię dużo bardziej, bo widzę cel – 15.50 jestem w blokach startowych i pedzę do żłobka

– niesłychanie irytuje mnie stanie w korkach – czuję wtedy, że marnuję ten cenny czas, który mogłabym spędzić z córeczką…

– nie odkładam tematów na jutro – wiem, że jutro mogę zostać z chorym dzieckiem w domu. Staram się kończyć wszystko tego dnia, którego zaczęłam i mieć czysty umysł.

– po powrocie do domu nie istnieje dla mnie telefon, pranie, sprzątanie czy inne mało ważne rzeczy – wracam po 17stej, Wiki idzie spać około 19stej więc te dwie godziny chcę wykorzystać maksymalnie z dzieckiem. To jest czas kiedy liczy się tylko moja córeczka – nic innego! Obiad, porządek, pranie poczekają.

– zmieniłam męża 😉 nie tak dosłownie, ale również on uległ dużej zmianie – po pierwsze bardzo mi pomaga w obowiązkach domowych, a po drugie wreszcie liczy się z moją falą wściekłości kiedy wisi na telefonie po pracy – moje zabójcze spojrzenie mówi wtedy „to jest czas dla naszej rodziny”!

– przeorganizowałam sobie życie domowe – obiady jemy w pracy, Wiki w żłobku, w domu stawiam na minimalizm przez co nie muszę sprzątać co chwilę. Póki co udaje się to wszystko pogodzić.

I jedna ważna sprawa na koniec – dużą częścią sukcesu w czasie powrotu do pracy jest to jak przyjmie Cię zespół. Ogromnie pomagają słowa „Cześć, fajnie że wróciłaś”, albo wsparcie młodych mam „Zobaczysz, oswoisz się – ja też to przechodziłam”. Jeszcze bardziej pomogą słowa przełożonego – „Cześć, czekaliśmy na Ciebie”, „Cześć, dobrze że już jesteś”… Nie ukrywam, że kiedy podszedł do mnie szef działu, przywitał się i powiedział kilka zwykłych, ludzkich słów to jakoś tak cieplej i lepiej się na sercu zrobiło i poczułam, że powrót był dobrą decyzją. Dlatego apeluję do ludzi, którzy są świadkami powrotów młodych mam – trochę empatii, serdeczności i uśmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło 🙂 A szacunek do szefa buduje się właśnie w takich drobnych gestach, w których nie pokazuje on swojej wyższości nad nami tylko ludzkość i partnerstwo. I żeby nie było – nie mówię tu o prowadzeniu za rękę, miesiącach ochronnych czy innych takich, ale o takim zwyczajnym wsparciu w pierwszych dniach, o otwartości i budowaniu relacji na zasadzie – „jestem Twoim szefem, wymagam od Ciebie, ale wiedz że możesz na mnie liczyć”. Zatem jeżeli jesteś szefem młodej mamy, albo czekasz na powrót koleżanki z urlopu macierzyńskiego, to przeczytaj to jeszcze raz i wprowadź w życie 😉 Możesz być pewien, że dzięki takim małym gestom poziom motywacji, chęci do pracy i zaangażowania w głowie młodej mamy znacznie wzrośnie.

To tyle! A jakie były Wasze doświadczenia z powrotami do pracy?

 

Mały update! Tekst zaczęłam pisać chwilę po powrocie – na fali pozytywnych emocji i chęci do działania. Od tego czasu moja córeczka była chora 3 razy, prawie 3 tygodnie spędziła w domu, zajmowało się nią pół rodziny, ja 2 razy byłam na opiece i jakoś po tym wszystkim optymizm trochę opadł. Ale nie poddajemy się! 🙂 Zdrowotne kuracje trwają i mam nadzieję, że wreszcie będzie dobrze!

Chcesz wcześniej wiedzieć o nowych postach? Zapisz się do newslettera.

You Might Also Like

Brak komentarzy

Odpowiedz

+ 34 = 44

Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies