Macierzyństwo

Do restauracji z dzieckiem?

30 października 2017

 

…. a nawet z dziećmi!? 🙂

Zamiłowanie do jedzenia, kulinarnych eksperymentów, bywania w restauracjach jest częścią mojego życia. Kocham gotować, karmić ludzi i jeść. Uwielbiam też „bywać” w restauracjach i nie wyobrażam sobie, że mogłabym zrezygnować z tej przyjemności tłumacząc to faktem posiadania dzieci. Nie będę jednak ukrywać, że wytworne, eleganckie restauracje, do których chodziłam na randki z mężem przed erą „rodzice” – trochę mnie jednak odstraszały, kiedy miałam wizję niemowlaka na ręku. Oczyma wyobraźni widzę tam jednak eleganckich ludzi z lampką dobrego wina, szukających spokoju i chwili relaksu. I jakoś mi się w to nie wpisuje moja wesoła dwulatka z milionem głośnych pytań na minutę 🙂

Ale! Wszystko jest kwestią podejścia. Po pierwsze – na eleganckie randki z mężem nadal mogę chodzić, dzięki moim rodzicom, którzy zawsze stają na wysokości zadania i chętnie zostają z dziewczynkami. Do eleganckich restauracji również mogę chodzić z dziećmi, ale może bardziej w porze obiadu niż kolacji. Do wszelkich innych restauracji również zamierzam chodzić z dziećmi i uczyć je kultury jedzenia. I ostatnia sprawa – można też znaleźć restaurację, która w całej swej wytworności otwiera swoje drzwi dla rodzin z dziećmi, ma specjalne menu dla maluchów i tyle pomysłów na małego gościa, by jego rodzice mogli chociaż przez chwilę odpocząć. I wiecie co? Znalazłam takie miejsce całkiem blisko! Restauracja Italia w Hotelu Włoskim w Poznaniu. I teraz – jeżeli czytają to moi przyjaciele, to widzę Wasz uśmiech i słyszę komentarz, że cóż innego mogłam wybrać, jak nie włoskie jedzenie 🙂 Racja! Włochy są moją ogromną miłością, a o tym za co je kocham i o tym, że kiedyś będziecie przyjeżdżać do mojej restauracji w Toskanii pisałam już tu: http://www.mumslife.pl/szlakiem-wloskiego-wina-z-niemowlakiem/

 

 

Wróćmy jednak do mojego kawałka Włoch w Poznaniu. Wybraliśmy się do restauracji Italia w niedzielne popołudnie na obiad. Miejsce na tyle eleganckie, że fajnie było się wreszcie ubrać inaczej niż każdego dnia. Wjechały więc sukienki dla mamy i córek – u ojca nic się nie zmieniło, bo on codziennie „bywa” w świecie i „wygląda” 🙂 Restauracja powitała nas własnym parkingiem – co w pobliżu centrum Poznania jest niebywałym atutem. Mogliśmy się spokojnie wypakować z dziećmi z samochodu itd. Wejście, muzyka, atmosfera – eleganckie, ale nie „sztywniackie”. Obsługa przemiła już od progu. I co najważniejsze poza jedzeniem – od samego początku Wiki znalazła coś dla siebie. Pani kelnerka przyniosła jej kolorowanki, kredki, magiczne karteczki do rysowania wykałaczką, no i…. pokazała kuchnię dla dzieci! A że córka kocha to co mama, to przepadła 🙂 Gotowała, układała, rysowała itd. Co ważne – nie przeszkadzała tym innym gościom, bo sala jest przestronna, a ustawienie stolików przemyślane. Mogliśmy więc w spokoju zanurzyć się w menu – a tam? Cuda jesieni! I po włosku i trochę w klimacie leśnym dzięki jesiennej wkładce do menu. Grzyby, śliwki, dziczyzna – same smakołyki. Było też coś specjalnego dla dzieci. Jedzenie przepyszne, świeże, aromatyczne. A w karcie win, Brunello którego szukam w Poznaniu odkąd wróciliśmy z Toskanii 🙂 Zaczęliśmy zamawiać – mąż stek z polędwicy wołowej, ja z tuńczyka, Wiki rosołek z makaronem z cukinii, kurczak, domowe frytki i marchewka. Porcje dziecięce dostosowane do potrzeb i podane na fajnej, kolorowej zastawie z postaciami z bajek. Ktoś powie, że to może średnio eleganckie itd, ale to właśnie atut i dowód na to, że w takich miejscach ktoś myśli o dzieciach. Czas nam płynął bardzo miło. Jedliśmy pyszne rzeczy, Wiki się bawiła, a my czuliśmy się jak dawniej tylko we dwoje. Ale żeby nie było tak sielankowo – przypomniała nam o sobie druga córka. Nadeszła pora karmienia i przewijania… i teraz jak to zrobić? Okazało się, że wygodniej niż myślałam – do przewijania zaproponowano mi przestronną toaletę z dużym przewijakiem, pieluszkami, chusteczkami. A gdybym miała mało miejsca, to mogłam skorzystać z hotelowego pokoju: tam przewinąć malucha i w spokoju nakarmić. I powiem Wam, że to rozwiązanie bardzo skradło moje serce! Nie musiałam się z niczym spieszyć, w kolejce do toalety nie stali zniecierpliwieni ludzie, moje dziecko zjadło w ciszy i spokoju. Naprawdę doceniam takie rozwiązania. Po wszystkim wróciłam do stolika, gdzie czekała już na mnie moja beza, na męża tiramisu a do tego pyszne espresso.

 

 

 

 

Na koniec już w ogóle ciepło mi się na sercu zrobiło, kiedy Wiki otrzymała zabawkę w prezencie od restauracji, a przed poczęstowaniem ją słodyczami pani kelnerka zapytała mnie czy może to zrobić – fajnie jak ktoś się liczy ze zdaniem rodziców w kwestii żywienia dziecka.

 

 

 

 

Ogólnie odzyskałam nadzieję w to, że da się „normalnie” żyć mając małe dzieci – że nie trzeba się zamykać w czterech ścianach i można korzystać z tego co daje nam świat. Oczywiście – nigdy nie będzie już tak jak wcześniej, nie pójdę do restauracji na cały wieczór i nie zamówimy z przyjaciółmi wszystkich win z karty 😉 Ale i tak może być fajnie! Możemy zabierać dzieci do takich miejsc jak restauracja Italia, uczyć je przebywać w restauracjach, zachowywać się w takich miejscach i cieszyć się życiem. Ważne jest jednak to, jak dane miejsce podchodzi do rodzin z dziećmi, bo po tym jak Wiki w pierwszej minucie pobytu rozlała sok na cały stół byłam pewna, że nas wyproszą 🙂

A Wy? Chodzicie z dziećmi do restauracji?

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply

+ 28 = 30