Z dziećmi

Akcja żłobek – jak przygotować dziecko i siebie?

Od miesiąca Wiki jest szczęśliwym „żłobkowiczem”, a ja szczęśliwą mamą owego żłobkowicza, ale od samego początku tak szczęśliwie nie było… Chcecie wiedzieć jak przygotować się do tego ważnego etapu w życiu dziecka oraz jakich błędów nie popełniać? Zapraszam!

O wadach i zaletach żłobka, niani, babci i pozostania w domu będzie osobno – ja decyzję podjęłam już dawno: padło na żłobek. Opowiem Wam dzisiaj o tym, na co należy zwrócić uwagę i czego nie robić, aby dziecka nie zniechęcić już w pierwszych godzinach pobytu. Ja pierwszego dnia zniechęciłam siebie, Wiki i pół rodziny więc szybko musiałam wprowadzić plan awaryjny 😉 Ale udało się i nie taki żłobek straszny…

Jak to zrobić?

– adaptacja – każda placówka ma swój wypracowany model przyzwyczajania dziecka do pobytu. Nasz żłobek przewidywał „tydzień adaptacyjny”. Pierwszego dnia dziecko przychodzi z mamą i zostają razem około 2 godziny. Poznajemy wspólnie dzieci, panie – „ciocie”, obserwujemy. Kolejnego dnia dziecko zostaje w żłobku samo na około 2-3 godziny i tak to końca tygodnia coraz dłużej. Dla mnie to było za szybko i zbyt gwałtownie. Celowo oddałam Wiki do żłobka miesiąc przed moim powrotem do pracy, żeby mieć na wszystko czas i zrobić to łagodnie i bez szkód dla wszystkich. W pierwszym tygodniu Wiki chodziła do żłobka na 2-3 godziny. W piątek trochę to wydłużaliśmy, żeby w poniedziałek po dwóch dniach w domu Wiki nie dostała szoku 🙂 Kolejny tydzień znów po kilka godzin aż do drzemki. W następny piątek dołożyłam wspólny obiadek z dziećmi i odbierałam Wiki chwilę po nim. I tak łagodnie wydłużałam ten czas pamiętając o tym, żeby poniedziałki nie były dniem jakiś radykalnych zmian. I to był chyba idealny sposób. Teraz Wiki jest w żłobku od godziny 8 do 16.30 i ostatnio była wręcz oburzona, że już po nią przyszłam 😉 Polubiła swoją grupę, panie, chętnie je, ładnie się bawi i całkiem dobrze śpi w żłobku.

– nastawienie rodziców – moje po pierwszym dniu było takie, że przepłakałam całą drogę do domu, pół wieczora i smarkając mamie do telefonu mówiłam, że mam gdzieś ten żłobek i nie zostawię tam Wiki… nie pytajcie dlaczego, bo nie mam pojęcia 🙂 Mojej córce to nastawienie się bardzo udzieliło i nie chciała zejść mi z kolan, płakała i widać było, że coś jest nie tak. Szybko musiałam „wyleczyć” swoją głowę ze złych myśli i nie dać Wiki odczuć, że się denerwuję.

– odprowadzanie – z ratunkiem na moje łzy przyszedł mąż i od następnego dnia to on zawoził Wiki. I to był strzał w dziesiątkę! Dokładając do tego wszystkiego uśmiech plan nie mógł się nie udać. Odprowadzanie odbywało się sprawnie, szybko i pewnie nawet jeżeli kilka łez popłynęło to mi o tym nie powiedział 😉 Minusem tego rozwiązania było dziwne zjawisko, które przez kilka dni obserwowaliśmy w domu – mąż zawoził, ja odbierałam i w głowie Wiki to się zapisało… w efekcie przez kilka dni była obrażona na tatę i nie chciała się to niego przytulać, bawić itd… Sprawa wydawała się niebezpieczna, nie chcieliśmy takiego podziału ról, ale trwało to krótko i samo minęło 😉

– pokaż dziecku nowe miejsce – tego u nas zabrakło, a wiem że funkcjonuje to w żłobku np. córki mojej przyjaciółki. To rodzic oprowadza dziecko po nowym miejscu, pokazuje zabawki, miejsce do jedzenia, łóżeczko, opowiada o nowych rzeczach. Myślę, że gdybyśmy z Wiki obeszły cały żłobek razem to może byłoby jej łatwiej. Niestety takiej możliwości nie było ponieważ w tym czasie w żłobku były też inne dzieci i trwał zwykły dzień – takie wycieczki z każdym nowym dzieckiem zwyczajnie mogą przeszkadzać paniom w pracy, ale przecież można zorganizować taki „Dzień otwarty”, „Dzień z rodzicami”, może zapytać czy istnieje możliwość obejrzenia żłobka z dzieckiem?

– pluszowy przyjaciel – jeżeli dziecko takiego ma, to fajnym wyjściem jest zabranie go do żłobka. Zawsze to coś znajomego, coś swojego dzięki czemu maluch poczuje się bezpiecznie. Niektóre żłobki nie przyjmują zabawek z prostej przyczyny – inne dzieci mogą chcieć się nimi bawić i wtedy skutek będzie odwrotny, dlatego właśnie Wiki zabrała ze sobą przytulankę, ale służy ona tylko do zasypiania.

– nie wszystko jednocześnie – często jest tak, że żyjemy sobie w domowej sielance, zbliża się czas powrotu do pracy i zmieniamy dziecku wszystko w jednej chwili – mama do pracy, dziecko do żłobka na cały dzień, przestajemy karmić piersią, chcemy żeby dziecko nauczyło się spać w żłobku i może jeszcze siadać na nocniku. Stop mamo! Dla tej małej główki to zbyt wiele… Zajmijmy się tym wcześniej, stopniowo, powoli. Dajmy dziecku czas i nie róbmy mu rewolucji.

– konsekwentne podejście do sprawy – w pierwszym tygodniu byłam bliska temu żeby zrezygnować ze żłobka, ale się otrząsnęłam w porę i na dobre nam to wszystko wyszło 😉 Najważniejsze to nie poddawać się przy pierwszych łzach i nie mieszać dziecku w głowie. Wiadomo – nic na siłę: jeżeli dziecko bardzo się buntuje, histerycznie płacze, nie śpi, nie je to sprawa jest jasna, ale jeżeli to tylko nasza głowa i nasze złe myśli to musimy być twarde 🙂

– co z tymi kamerami? W naszym żłobku są kamery i pewnie sobie pomyślicie, że od pierwszych minut kiedy zostawiłam tam Wiki siedzę i patrzę cały czas? Na szczęście system operacyjny w moim komputerze na to nie pozwala 😉 I wiecie co? to chyba dobrze, bo ten pierwszy miesiąc mógłby wyglądać zupełnie inaczej.

– wakacje na początku – odradzam. Mam przykład dziecka znajomych, które po tygodniu adaptacji pojechało z rodzicami na wakacje, a po wakacjach było jeszcze gorzej i musieli zrezygnować. Widziałam to też po Wiki – po kilku dniach w żłobku zachorowała więc była w domu łącznie 4 dni z weekendem i po tych dniach pojawił się mały kryzys rano.

– nic na siłę – są dzieci, które zwyczajnie nie są gotowe na żłobek i to też trzeba zrozumieć, przekalkulować i może czasem podjąć inną decyzję…

– zajęcie dla mamy – jeżeli oddajesz dziecko do żłobka i idziesz do pracy to sprawa jest jasna – wpadasz w zawodowy wir i mniej myślisz. Ja od początku byłam przeciwnikiem takiego rozwiązania, bo w pierwszym miesiącu żłobkowej przygody chciałam być w pogotowiu – zostałam więc w domu. Pierwszy dzień spędziłam na siedzeniu przy stole i patrzeniu w telefon czy przypadkiem nie dzwonią ze żłobka 🙂 Kolejny już mniej i mniej… A co robiłam przez ten miesiąc? Wreszcie miałam urlop! 🙂 Najpierw generalnie posprzątałam całe mieszkanie – wszystkie szuflady, szafki, półeczki, okna, firany itd… Potem zadbałam o siebie – fryzjer, kosmetyczka. A teraz? A teraz zostało mi kilka dni więc zwyczajnie leżę i piję kawę… i nie wstydzę się tego bo każdej mamie się to czasem należy 😉 I napawam się ciszą, spokojem… przed burzą, bo od poniedziałku zaczyna się mój „tydzień adaptacyjny” 😉 Trzymajcie kciuki!

 

A co nam dał ten miesiąc w żłobku?

– rutynę – od zawsze była zwolenniczką sztywnego harmonogramu jeżeli chodzi o pory spania, jedzenia itd, ale żłobek to świetnie unormował. Wiki ma określone pory posiłków, drzemki, spaceru – dzięki temu nawet w weekend w domu możemy sobie zaplanować cały dzień.

– lepszy sen – moja córka przychodzi ze żłobka tak zmęczona, że pada o 19.30 i budzi się… a właściwie jest budzona o 7 rano 😉

– rozwój – to widać chyba najlepiej! Po miesiącu pobytu Wiktoria już bardzo dobrze sama chodzi, przestała bać się trawy :), bo dużo czasu spędzają w żłobkowym ogrodzie i pewnie się już do niej przyzwyczaiła, tańczy, śpiewa i bardzo dużo mówi. Potrafi wskazać co w danej chwili chce, pokazuje tak/ nie, i potrafi pogrozić sobie palcem kiedy robi coś czego nie powinna 🙂

– porządek! Uwierzycie, że na hasło „sprzątamy” Wiki biegnie do pokoju i sprząta swoje zabawki? Zadanie ma ułatwione, bo ustawiłam jej w pokoju plastikowe pojemniki więc wystarczy do nich wszystko wrzucić, ale i tak jestem pod wrażeniem. Widziałam to już pierwszego dnia, kiedy przed pójściem na drugie śniadanie wszystkie dzieci układały zabawki z paniami, ale wtedy nie zarejestrowałam, że niedługo będę miała w domu to samo 😉

– samodzielne jedzenie – łyżka czy widelec? Nie ma problemu. Picie z kubeczka? Na zdrowie! 🙂

– 3 infekcje w ciągu miesiąca – no cóż… tego nie ominiemy. Były to raczej pojedyncze dni z gorączką czy osłabieniem i jakoś szybko wszystko przechodziło, ale nie ma co ukrywać, że się pojawiło.

 

Podsumowując jestem zachwycona, moje dziecko szczęśliwe i wiem, że to był dobry wybór! ….ale kolejne dziecko na 100% będzie zawoził tata 😉

 

Chcesz wcześniej wiedzieć o nowych postach? Zapisz się do newslettera.

You Might Also Like

Odpowiedz

86 + = 96

Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies