Dbamy o siebie Z dziećmi

Bo o bliskość tu chodzi… Nasz sposób na rodzinne wieczory.

Wieczór, to taki moment w ciągu dnia, który jest totalnie skrajny. Bo z jednej strony masz dość i czekasz, aż położysz dzieci spać, a sama wskoczysz w piżamę. Ale z drugiej strony to chwila kiedy możemy się cieszyć swoją obecnością, bliskością i wspólnym rodzinnym czasem.

W naszym domu wieczory to rutyna, której cała nasza czwórka potrzebuje. Doskonale wiemy co po czym się wydarzy i daje nam to poczucie zorganizowania i spokoju. Sprawia też, że dziewczynki właściwie od zawsze zasypiają o tej samej porze – Neli przed 19, a Wiki przed 20. To pozwala nam na przewidywalność i planowanie. Jeżeli mam coś do zrobienia, to wiem że po 20-stej będę miała na to czas.

 

A jak wyglądają popołudnia w naszym domu?

Jeszcze kilka dni temu wyglądały nieco bardziej nerwowo – walczyliśmy o każdą minutę, ale nawet wtedy kolacja i kąpiel była świętością, której broniłam jak lwica. Teraz, kiedy moje życie zawodowe totalnie się zmieniło zyskaliśmy 2 godziny wspólnego czasu! To ogromnie dużo. Jesteśmy w domu już o godzinie 16.30 i możemy o wiele więcej. Wszystkie obowiązki związane z moim biznesem, które spadały na nas po powrocie z pracy przekładam na czas do 16, albo po 20-stej. A popołudnie jest dla rodziny. To właśnie wtedy rozmawiamy, bawimy się, śmiejemy. To wtedy Wiki opowiada 78 historii o tym z kim się bawiła, kto kogo popchnął i co powiedziała ciocia. To wtedy nasz pies może się najeść za wszystkie czasy, bo dziewczynkom nałogowo coś spada „przypadkowo” z talerza na podłogę. To właśnie wtedy najczęściej się wzruszam i czuję wdzięczność za całą naszą czwórkę.

 

Krok po kroku.

Każdy krok ma w naszym popołudniowym harmonogramie swoje miejsce.

  • najpierw podwieczorek. Nie wiem jak to się dzieje, ale dziewczyny wracając do domu zachowują się jakby tydzień nie jadły 🙂 Od wejścia krzyczą „mamuuuuuusiuuuu podwieczooooorek!” Smażę więc naleśniki, robię kanapki, podaję rosół piąty raz w tygodniu. Siadamy wtedy przy stole i jest miło. Tak zwyczajnie.

 

  • potem zabawa. Dziewczyny mają wtedy najlepsze/najgorsze (niepotrzebne skreślić) pomysły 😉 Tata jest koniem, mama lokomotywą, kupujemy plastikowy chleb za drewniane pieniądze, jemy plastikowe ciastka i pijemy niby-kawkę. Neli chodzi z żółtym dzbankiem i robi wielką dolewkę. Na to wszystko patrzy pies, który chyba niewiele rozumie… Tak się rodzą wspomnienia i wiem, że kiedyś za tymi plastikowymi daniami będę okropnie tęsknić.

 

  • dalej kąpiel. To jest dopiero szaleństwo! Całe szczęście dziewczyny kochają kąpiele. To się zmieniało i miłość do wody miała różne etapy 🙂 Teraz jest wesoło i mokro. Nalewamy wodę do wanny, a one już wiedzą, że będzie zabawa! Ścigają się, która pierwsza będzie gotowa do kąpieli, a potem stoją przy wannie i wrzucają zabawki. Jak juz przy zabawkach jesteśmy – odważyłyście się kiedyś rozciąć gumową kaczuszkę do kąpieli? Nie polecam! Polecam natomiast częstą wymianę takich zabawek, albo ich totalną zamianę na coś innego. U nas świetnie sprawdzają się plastikowe kubeczki. Dziewczynki przelewają wodę, polewają siebie i świetnie się przy tym bawią. Kosmetyki? Od ich pierwszych dni życia używałam absolutnego minimum. W kategorii „mycie i pielęgnacja ciała” korzystamy z marki eeny meeny mom&baby. Co w niej wyjątkowego? Delikatność, łagodność, skład i uniwersalność. Myjemy dziewczynki żelem do ciała i włosów.… tym samym, którym ja myję twarz! A dlaczego? Bo nie podrażnia oczu, a ekstrakt z owsa sprawia, że nie wysusza i nie mamy poczucia nieprzyjemnego ściągnięcia. Przynosi ukojenie, ale także poprawia regulację naturalnej flory bakteryjnej. To wszystko sprawia, że jest kosmetykiem uniwersalnym dla naszej rodziny. Dodatkowo jest w opakowaniu z pompką, a wiecie że do pompek mam słabość i niezwykle je cenię w podróży.

 

 

  • pielęgnacja twarzy. Tu też jestem wierna eeny meeny mom&baby, a największą fanką pielęgnacji jest Neli, która zaraz po umyciu ząbków wskazuje palcem na szafkę z kosmetykami i krzyczy, żeby dać jej krem. Uwierzcie na słowo – wygląda rozkosznie kiedy wyciąga paluszek, by nałożyć jej porcję kremu, a potem smaruje buzię… swoją i czasem moją , czasem umyte włosy 🙂 Krem zawiera prebiotyki, oleje: migdałowy i abisyński oraz ekstrakt z korzenia lukrecji. Ja nakładam go pod makijaż, dziewczynki smarują nim buzię wieczorem – jest rodzinny jak my 🙂

 

  • pielęgnacja ciała i wskakujemy w piżamki! Dziewczynki mają skórę taką samą jak ja – przesuszoną na nogach i ramionach. Czasem do kąpieli dolewam im trochę olejku, a w sytuacji kiedy skóra wymaga większego nawilżenia smaruję je balsamem SOS – szybko się wchłania, nawilża i łagodzi swędzenie.

 

  • kolacja. Kolejna świętość w naszym domu. Siadamy przy stole i jemy – wspólnie, rodzinnie. Z czasem coraz bardziej doceniam takie momenty.

 

  • Neli idzie spać. Całe szczęście jest dzieckiem, które zasypia samodzielnie w 3 minuty. Kładłam ją samą w łóżeczku od pierwszych dni życia i tak jest do teraz. Lubię ten zwyczaj 🙂

 

  • czytanie. Wiki to wielka fanka Tupcia Chrupcia oraz przygód Basi. Wdrapuje się nam na kolana i czytamy. Czasem zadaje przy tym mnóstwo pytań, czasem mam wrażenie, że wcale nie słucha… ale to o bliskość tu chyba chodzi? Lubimy się tak przytulać i być razem. Lubimy się czuć potrzebni i kochani przez nasze dzieci.

 

  • Wiki idzie spać. Tu zasypianie wygląda nieco inaczej – od pewnego czasu trzeba z Wiki iść do pokoju i usiąść przy niej. Zawsze wtedy mówi: „mamusiu powiem ci jak będziesz mogła już iść”… ale w większości przypadków nie zdążę się nawet wygodnie rozsiąść, a ona śpi 😉 Chociaż czasami zdarzają się wieczory, kiedy ma milion pomysłów na inne zajęcia niż sen: „siusiu, nudzi mi się, nie chce mi się spać, porozmawiajmy”… ale zapewne znacie to doskonale? 🙂

 

  • wieczór dla rodziców. Wtedy mogę powiedzieć #mamczasdlasiebie – sama zanurzam się w wannie pełnej wody, albo biorę szybki prysznic. Potem nawilżam skórę. Kocham olejki! Zatem kiedy mam mało czasu, bo zaplanowałam cały wieczór co do minuty, to na jeszcze wilgotną skórę nakładam olejek od eeny meeny mom&baby. Wmasowuję go, a potem delikatnie osuszam ciało. Na twarz nakładam krem, na dłonie balsam SOS i jestem gotowa na wieczór pełen pracy lub odpoczynku – w zależności od dnia 😉

 

  • DOBRANOC 🙂

 

 

Bliskość.

To jest element łączący te wszystkie punkty. Okazujemy sobie bliskość przez zabawę, przez troskę, przez przytulenie, rozmowę czy obecność. To bliskość jest siłą rodziny i bardzo o nią dbamy.

 

Miłość.

Tak, bo nasze popołudnia i wieczory to miłość – tym jednym słowem mogłabym je określić.

….. ale mimo wszystko czasem odliczam minuty do godziny 20-stej, by zapadła w domu cisza 🙂

 

A czym dla Ciebie są popołudnia i wieczory? Rutyną, szaleństwem, totalnym spontanem?

I jak ważna jest bliskość?

 

 

Chcesz wcześniej wiedzieć o nowych postach? Zapisz się do newslettera.

You Might Also Like

2 komentarze

  • Odpowiedz Ekidsplanet 15 kwietnia 2019 at 16:35

    Cześć! Bardzo fajny wpis i piękne zdjęcia 🙂 Przyjemnie się czyta!

  • Odpowiedz

    + 39 = 41

    Regulamin sklepu | Polityka prywatności (RODO) | Cookies